wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Chris'a C.D Camryn

Była już noc, wiatru prawie nie było, na niebie można było zobaczyć niezbyt miło wyglądające szare jak kawałki krzemienia chmury, zbliżające się w stronę lasu. Na niebie było tysiące gwiazd, a wśród nich księżyc. Jego zdradliwe światło próbowało się przebić przez konary drzew, tych większych i mniejszych. Cisza. Cisza dzwoniąca w uszach. Bijące ludzkie  serce. Mnóstwo nowych zapachów , nowych terenów. Byłem sam, a raczej tak mi się wydawało. Uważnie stawiałem każdy krok by jakaś podła gałąź nie zniszczyła panującego tu spokoju. Jeden ruch, oddech czy nie właściwy krok mógłby spłoszyć mój cel. Sarna, stojąc dumnie niczego się nie spodziewała. Zacząłem robić kolejny krok i nagle... Szelest, który nie wydobył się spod moich nóg postawił w niepewności zwierzynę. Sarna nie pewnie rozglądnęła się, jakby się bała. Całe moje polowanie może się nie udać, jednak musiałem być na to przygotowany. W oddali było słychać sowę, której krzyk niosło echo lasu. Czekałem na jej krok, gdyż byłem za daleko, by móc ją złapać.  Sarna zaczęła się oddalać, jakby spacerowała po lesie. Następny krok, i kolejny. I nagle zdradziecka gałąź chrupnęła pod moim butem. Tym razem zamknąłem oczy. Czułem czyjś wzrok na sobie. Mój cel zaczął się oddalać, psując całe polowanie. Wreszcie rzuciłem się do biegu, byłem nie zadowolony. Nie byłem zbyt szybki, ale miałem dużo siły i upartości. Nagle zwierzę się zatrzymało a ja z nim. Wykorzystałem chwilę i strzeliłem w sarnę. Postrzeliłem jej nogę, przez co nie mogła uciec. Znów czułem czyjś wzrok na sobie. Lekko odwróciłem głowę i zobaczyłem...

Camryn?
[Sr że tak długo czekałaś ale nie miałam weny ;~;.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz