Spojrzałam niepewnie na chłopaka, a później na jego palce oplatające mój nadgarstek. Ten, jakby widząc moje niezadowolenie z jego dotyku, puścił mnie szybko, unosząc ręce w obronnym geście.
- Rozumiem, że za takie zachowanie mógłbym oberwać drugi raz? - zażartował, a ja wzruszyłam ramionami, pozostawiając jego pytanie bez odpowiedzi, ignorując je.
- Evelyn - przedstawiłam się, gdy chłopak wstawał. Z niepokojem obserwowałam, czy nie zachwieje się ani nie będzie miał żadnych dolegliwości pozostawionych przez bliskie spotkanie z gaśnicą. - Na pewno wszystko w porządku?
Chłopak stanął pewnie na nogach, a na jego ustach wykwitł złośliwy uśmiech, gdy zmierzył wzrokiem całą mą sylwetkę. Najwidoczniej uznał to, że tak drobna osoba go powaliła, za niezwykle zabawne.
- Ze mną tak - zaśmiał się. - Ale wydaje mi się, że nie powinnaś chodzić o tej porze sama po instytucie. Szczególnie w takim stroju. Co, jeśli spotkasz kogoś, kto nie będzie tak miły jak ja? - zakpił.
Słysząc wzmiankę o moim stroju, spojrzałam na siebie. Koc opadł na ziemię, kiedy uderzyłam chłopaka, a poły swetra rozchyliły się, ukazując krótką koszuleczkę i spodenki od piżamy. Poczułam, że się czerwienię i wściekła zaczęłam zapinać guziki w długim swetrze.
- Skoro udało mi się powalić ciebie, dla innych nie miałabym więcej litości - warknęłam. - Zamierzałam być miła i pójść po lód, ale radź sobie sam - już miałam sięgać po koc i odwrócić się na pięcie, gdy usłyszałam cichy śmiech chłopaka. - Ten wielki guz na czole doskonale upodabnia cię do jednorożca - dodałam uszczypliwie, chcąc go zdenerwować, nie wyszło mi to jednak, gdyż chłopak jeszcze głośniej parsknął śmiechem.
Prychnęłam, podnosząc koc i torbę z ziemi, lecz gdy chciałam odejść, poczułam mocne pociągnięcie za sweter.
- Nigdzie nie idziesz - usłyszałam rozbawiony głos. - Niebezpiecznie jest pałętać się tu samemu nocą.
- Jeśli mnie nie puścisz, zaraz ty znajdziesz się w niebezpieczeństwie - zagroziłam, czym wywołałam kolejny napad śmiechu u chłopaka.
- To jest twoja broń? Grozisz, dopóki przeciwnik nie umrze ze śmiechu? - mruknął, gdy już się uspokoił.
- Jesteś bezczelny - warknęłam, chcąc go uderzyć, jednak nie wyszło mi to tak, jakbym tego oczekiwała. Chłopak chwycił szybko moją rękę i stając za mną, wykręcił mi ją za plecy. Następnie objął mnie w pasie i unieruchomił drugą rękę. Czując jego dotyk tak blisko, próbowałam się wyrwać, jednak nie zdało się to na nic.
- Spokojnie, bo zrobisz sobie krzywdę, Evelyn - usłyszałam jego rozbawiony szept wprost do mojego ucha. - Chciałem normalnie porozmawiać.
- Puść - warknęłam, wyrywając się, jednak tym razem nie miałam najmniejszych szans. Wcześniej udało mi się powalić chłopaka dzięki temu, że miałam po swojej stronie ciemność i efekt zaskoczenia. Tym razem jednak nawet się nie łudziłam, byłam zdana na tego silnego olbrzyma. - To nie jest normalna rozmowa, szczególnie, gdy nie znam nawet twojego imienia, a ty zachowujesz się, jakbym była twoją własnością.
- Nie przedstawiłem się? Och, gdzie są moje maniery - zakpił. Prychnęłam, zauważając komizm sytuacji. Byłam unieruchomiona przez niego, a on wspomina o manierach? - Jestem Olivier. Gdzie się wybierałaś?
- Nie twój cholerny interes - syknęłam, wyrywając się.
- Powiedz, a cię puszczę - obiecał poważnym tonem.
Zastanowiłam się przez chwilę, jednak stwierdziłam, że mu nie ufam. I na pewno nie powiem mu prawdy. Byłam zbyt dumna, by dać mu wygrać.
- Odpłacisz mi za to - wysyczałam, kopiąc go, nie zrobiło to na nim jednak większego wrażenia i dodatkowo stanął w taki sposób, że swoją nogą blokował ruchy moich. Nie mogłam go nawet kopnąć.
- Odpowiedz - powiedział spokojnie.
- Wracałam z kawą do pokoju - skłamałam gładko, słodkim głosikiem. Wiedziałam, że kłamstwo przychodziło mi w tak łatwy sposób, że Olivier gotów byłby mi uwierzyć, gdyby nie to, że przechodziliśmy obok pokoi, a ja wcale tam nie skręciłam.
Chłopak roześmiał się, przez co poczułam na swoich plecach wywołane śmiechem drżenie jego klatki piersiowej.
- Uważasz mnie za idiotę? - zapytał rozbawionym tonem, ewidentnie zauważając kłamstwo.
- Mam być szczera, czy miła? - zapytałam słodko. - Oczywiście, że uważam cię za idiotę. Wielkiego, silnego idiotę, który kieruje się instynktem jaskiniowcy, zamiast mózgiem. Chociaż w twoim przypadku niewykluczone jest, że możesz go nie mieć... - wiedziałam, że gdybym była miła, już dawno by mnie puścił, jednak moja wrodzona krnąbrność nie pozwalała na to. Nigdy nie byłam nauczona uginać się przed kimś, nawet jeśli niosło to ze sobą kłopoty.
- Och, mała, po co te kłamstwa? Jesteśmy obok sali treningowej, a ty masz w torbie strój do ćwiczeń - zauważył, a ja dopiero teraz zauważyłam, że zdradza mnie otwarta torba, która po upadku na ziemię rozchyliła się, ukazując swą zawartość. - Te treningi chyba nie zdają ci się na wiele, skoro nie potrafisz wyplątać się z prostej dźwigni? - zakpił.
- Pożałujesz - warknęłam, szarpiąc się, a po chwili poczułam, jak Olivier rozluźnia uścisk, wypuszczając mnie.
Obróciłam się, patrząc na niego ze zdziwieniem pomieszanym z nienawiścią. Chłopak sięgał właśnie po moją torbę, pakując do niej koc i przewieszając ją sobie przez ramię. Rozejrzałam się wkoło i spojrzała na niego, oceniając, czy dogoniłby mnie, gdybym teraz puściła się biegiem prosto do pokoju.
- Nawet o tym nie myśl, nie dasz rady mi uciec - jakby czytając mi w myślach, podniósł na mnie rozbawiony wzrok. - Poza tym, klucze od pokoju masz w torbie, którą mam ja. Gdzie pójdziesz?
- Uważasz mnie za rozrywkę, czy po prostu dla każdego jesteś takim dupkiem? - warknęłam.
- Tak dużo wyzwisk, tak dużo nienawiści... - roześmiał się. - A ja chcę ci tylko pomóc.
- Niby jak? - syknęłam.
- W treningu. Już udowodniłaś, że radzisz sobie beznadziejnie i potrzebujesz dobrego nauczyciela - zaśmiał się, odgarniając jednym, szybkim ruchem opadające na czoło, ciemne włosy.
Już miała odpyskować, że nie potrzeba mi jako nauczyciela silnego półgłówka, wolałam jednak wykorzystać tą chwilę na rzucenie się do ucieczki, nawet jeśli nie miałam kluczy. Nie zdążyłam jednak zrobić nawet trzech kroków, gdy Olivier złapał mnie z westchnieniem za rękę, pociągając w swoją stronę i prowadząc jak niegrzeczne dziecko do sali treningowej, którą zamknął na klucz, po czym ukrył go w kieszeni swoich spodni.
- Przestań ciągać mnie za sobą jak psa - mruknęłam niezadowolona, wyrywając mu moją rękę z uścisku.
- Och, nie traktuję cię jak psa, Evelyn - zapewnił brunet. - Chyba żaden pies nie warczy tyle co ty - dodał ze złośliwym uśmiechem. - Zamknąłem salę. Wypuszczę cię stąd, gdy odbierzesz mi klucze - poklepał się po kieszeni, w której je ukrył. - I przebierz się. Chyba, że chcesz ćwiczyć w tej seksownej, krótkiej piżamce. Ja tam nie mam nic przeciwko - zapewnił rozbawiony, podając mi moją torbę.
Z wściekłością wyrwałam mu ją, idąc do przebieralni, by zmienić piżamę na sportowe spodenki i podkoszulek. Jednocześnie zastanawiałam się nad tym, czy znajdę inne wyjście z tej sali. Na nic by się to jednak zdało, gdyż zauważyłam właśnie, że klucze do mojego pokoju zniknęły z torby. Cwaniak, musiał wziąć pod uwagę, że i tak będę próbowała stąd uciec. Może jednak wcale nie był taki głupi... Chociaż niewątpliwie cholernie pewny siebie i irytujący. Miałam ochotę zetrzeć mu z twarzy ten pełen zadowolenia uśmieszek...
(Olivier?)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evelyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evelyn. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 18 kwietnia 2017
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
Od Evelyn do Olivier'a
Wpatrywałam się w okno, leżąc na łóżku. Jak zwykle nie mogłam zasnąć, a każde zamknięcie oczu i próba zapadnięcia w sen kończyły się widokiem obrazów z przeszłości, które wywoływały na moim ciele drżenie. Z westchnieniem odgarnęłam kołdrę na bok, wstając powoli i sięgając po leżący na fotelu obok długi sweter, nakładając go na krótkie spodenki i podkoszulek.
Wychodząc z pokoju, narzuciłam jeszcze na ramiona swój cienki, polarowy koc i torbę ze strojem do ćwiczeń i ręcznikiem. Zamierzałam zahaczyć o bar, by wziąć dla siebie kawę, a następnie udać się prosto do sali treningowej.
Powoli przeszłam przez korytarze do baru, gdzie wzięłam półlitrowy termos z kawą i musiałam wrócić się na drugi koniec budynku, by znaleźć się w sali treningowej. Właśnie to najbardziej lubiłam w tej akademii - tą przestrzenność, wielkość pomieszczeń, nawał korytarzy, schodów i różnych zakątków. Mimo wszystko sporo było tu nowoczesności, dzięki czemu budynek nie przypominał wielkiego, opuszczonego zamczyska. Dla kogoś takiego jak ja, kto kochał wolność, wielkość Instytutu dawała jej namiastkę.
Ciemne korytarze oświetlał jedynie wpadający przez okna blask księżyca, malując na ścianach różnorakie cienie. W nocnej ciszy słyszałam tylko swoje kroki, lecz będąc już w połowie drogi, usłyszałam także inne kroki, ciężkie i głośniejsze, niż moje. Z każdą chwilą kroki stawały się coraz głośniejsze, a ja czułam na karku dziwne mrowienie, jak gdyby osoba idąca za mną mnie śledziła. Gdy obróciłam się, by zobaczyć kto to, ciemność skutecznie ukryła przede mną twarz osoby, sądząc po zarysie sylwetki wysokiego, postawnego chłopaka.
Zagryzłam wargę, wmawiając sobie, że to ktoś, kto tak jak ja na razie nie śpi i że po prostu wraca do pokoju. Nie łudziłam się, że to ktoś znajomy postanowił potowarzyszyć mi, gdyż wiedziałam, że w ośrodku nie ciesze się sympatią innych.
Moja nadzieja na to, iż nieznajomy nie podąża za mną prysnęła, gdy przeszliśmy obok korytarza z pokojami, a ja nadal słyszałam za sobą kroki. Oprócz lekkiej torby z ręcznikiem i strojem nie miałam niczego więcej, więc w razie ataku musiałabym liczyć tylko na siłę własnych rąk. W instytucie nie brak było szaleńców, którzy gotowi byli wykorzystać swe moce w niezbyt prawych celach. Mimo swojej siły, na pewno byłabym słabsza niż wyższy i postawniejszy ode mnie mężczyzna.
Chcąc sprawdzić, czy nieznajomy na pewno pójdzie za mną, skręciłam w najrzadziej uczęszczany, wąski korytarz. Oczywiście usłyszałam kroki za sobą. Idąc coraz szybciej, zatoczyłam ciemnymi korytarzami koło i skręciłam w ten prowadzący do sali treningowej. Cały czas słyszałam za sobą szuranie ciężkich butów, przystanęłam więc na rogu, opierając się o ścianę. Widziałam wyłaniający się zza rogu cień, sięgnęłam więc ręką w bok, a moje palce natrafiły na zimny metal. Gaśnica. Niewiele myśląc, zdjęłam ją ze ściany i wyważyłam w dłoniach, gotowa zadać cios, gdyby tylko postać zbliżyła się do mnie na wystarczającą odległość.
(Olivier?)
Wychodząc z pokoju, narzuciłam jeszcze na ramiona swój cienki, polarowy koc i torbę ze strojem do ćwiczeń i ręcznikiem. Zamierzałam zahaczyć o bar, by wziąć dla siebie kawę, a następnie udać się prosto do sali treningowej.
Powoli przeszłam przez korytarze do baru, gdzie wzięłam półlitrowy termos z kawą i musiałam wrócić się na drugi koniec budynku, by znaleźć się w sali treningowej. Właśnie to najbardziej lubiłam w tej akademii - tą przestrzenność, wielkość pomieszczeń, nawał korytarzy, schodów i różnych zakątków. Mimo wszystko sporo było tu nowoczesności, dzięki czemu budynek nie przypominał wielkiego, opuszczonego zamczyska. Dla kogoś takiego jak ja, kto kochał wolność, wielkość Instytutu dawała jej namiastkę.
Ciemne korytarze oświetlał jedynie wpadający przez okna blask księżyca, malując na ścianach różnorakie cienie. W nocnej ciszy słyszałam tylko swoje kroki, lecz będąc już w połowie drogi, usłyszałam także inne kroki, ciężkie i głośniejsze, niż moje. Z każdą chwilą kroki stawały się coraz głośniejsze, a ja czułam na karku dziwne mrowienie, jak gdyby osoba idąca za mną mnie śledziła. Gdy obróciłam się, by zobaczyć kto to, ciemność skutecznie ukryła przede mną twarz osoby, sądząc po zarysie sylwetki wysokiego, postawnego chłopaka.
Zagryzłam wargę, wmawiając sobie, że to ktoś, kto tak jak ja na razie nie śpi i że po prostu wraca do pokoju. Nie łudziłam się, że to ktoś znajomy postanowił potowarzyszyć mi, gdyż wiedziałam, że w ośrodku nie ciesze się sympatią innych.
Moja nadzieja na to, iż nieznajomy nie podąża za mną prysnęła, gdy przeszliśmy obok korytarza z pokojami, a ja nadal słyszałam za sobą kroki. Oprócz lekkiej torby z ręcznikiem i strojem nie miałam niczego więcej, więc w razie ataku musiałabym liczyć tylko na siłę własnych rąk. W instytucie nie brak było szaleńców, którzy gotowi byli wykorzystać swe moce w niezbyt prawych celach. Mimo swojej siły, na pewno byłabym słabsza niż wyższy i postawniejszy ode mnie mężczyzna.
Chcąc sprawdzić, czy nieznajomy na pewno pójdzie za mną, skręciłam w najrzadziej uczęszczany, wąski korytarz. Oczywiście usłyszałam kroki za sobą. Idąc coraz szybciej, zatoczyłam ciemnymi korytarzami koło i skręciłam w ten prowadzący do sali treningowej. Cały czas słyszałam za sobą szuranie ciężkich butów, przystanęłam więc na rogu, opierając się o ścianę. Widziałam wyłaniający się zza rogu cień, sięgnęłam więc ręką w bok, a moje palce natrafiły na zimny metal. Gaśnica. Niewiele myśląc, zdjęłam ją ze ściany i wyważyłam w dłoniach, gotowa zadać cios, gdyby tylko postać zbliżyła się do mnie na wystarczającą odległość.
(Olivier?)
niedziela, 16 kwietnia 2017
Evelyn
IMIĘ: Evelyn Hope
KSYWKA: Lepiej zostańmy przy imieniu. Jeśli nazwiesz ją Nadzieją, marny twój los. Tylko nieliczni mogą nazywać ją Evą.
NAZWISKO: Steel
WIEK: 19 lat
PŁEĆ: Kobieta
ORIENTACJA: Heteroseksualna
GŁOS: Evanescence
PRZYNALEŻNOŚĆ: Buntownicy
RANGA: Odludek
PARTNER: Brak
RODZINA: Evelyn od zawsze była tylko z mamą, z którą niestety nie były blisko. Nie miała ojca, rodzeństwa ani innej rodziny.
APARYCJA: Evelyn to niska, czarnowłosa dziewczyna. Jest drobna, szczupła; zdecydowanie zbyt szczupła. Jej długie, ciemne włosy zawsze opuszczone są na twarz, a przenikliwe, piwne oczy ukryte pod ciemnym makijażem. Oprócz tego Eva nie maluje się wcale. Na jej pełnych ustach niemal nigdy nie gości uśmiech. Zwyczajowym strojem Evelyn są duże bluzy z kapturem, w których może się ukryć, zawsze towarzyszą jej także trampki lub ciężkie glany.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Tatuaże, które pokrywają jej ciało. Blizny po igłach.
CHARAKTER: Evelyn sprawia wrażenie spokojnej i skrytej. Nie stara się psuć tego obrazu, wiedząc, że może jej się on przydać. Jest małomówna, wyniosła i prostolinijna. Evelyn to marzycielka, która całe życie chodzi z głową w chmurach, uznaje życie za swoje wyobrażenie i jest typem melancholika. Nie jest jednak, jak by się mogło wydawać, pozytywną postacią. Nie dopuszcza do siebie ludzi, a na świecie nie ma chyba nikogo, kto znałby Evelyn chociaż w połowie. Ciągłe zabieganie o uczucie przekształciło ją w zimną - przynajmniej z pozoru - i wyrachowaną osobę. Kiedy Eva zrozumiała, że nie jest już małą dziewczynką i nie chce więcej żebrać o uczucie i bliskość, zamknęła się w sobie. Odmienność nie pomagała jej w niczym, wręcz przeciwnie - pogłębiała wrażenie beznadziejności. Szukając drogi ucieczki, wpadła w okropne towarzystwo; porządkiem dziennym były dla Evy alkohol, narkotyki, nielegalne wyścigi i ustawki, po prostu nocne życie najnędzniejszych dzielnic miasta. Wśród innych zagubionych czuła się mniej samotna, nadal jednak nie miała nikogo bliskiego. Szybko przekonała się, że czuły dotyk i najsłodsze pocałunki nie niosą ze sobą miłości, a jedynie krótkie zapomnienie, że nic nie znaczy dla nikogo, że zastrzyk zabiera ze sobą ból i poczucie beznadziejności, ale też wiele chwil z życia, całych tygodni i miesięcy, gdy była albo na prochach, albo na głodzie. Evelyn znienawidziła siebie za tą słabość, za chwile, gdy mimo płaczu i postanowień poprawy, skończenia z tym, nie mogła się powstrzymać i wbijała strzykawkę z myślą, że tym razem to ostatni raz, to pożegnanie z przeszłością, że od teraz będzie już tylko lepiej. Nauczyła się, że 'przyjaciele' przychodzą i odchodzą, a ona zostaje sama, ciągle sama, z tym niewytłumaczalnym strachem i poczuciem beznadziejności. Dla Evelyn istnieje tylko świat biały i czarny, a ona sama zalicza siebie bezapelacyjnie do tej drugiej kategorii. Nie uznając półśrodków, angażuje się we wszystko cała sobą, zatraca się, tonie. Jest zbyt delikatna, by móc normalnie żyć i zbyt spragniona życia, by z tym skończyć. Spragniona prawdziwej przyjaźni, chociaż nie zna jej smaku, spragniona niewinnego dotyku, chociaż umyka przed nim, nie wiedząc, jak ma się zachować. Evelyn jest bardzo skrzywdzona i niepewna w swoich działaniach, mimo iż nie odpuszcza, nawet gdy się sparzy. Jeśli jest pewna swoich racji, popełni po tysiąckroć ten sam błąd i przejdzie przez piekło, by dowieść swoich racji. Niebezpieczeństwo i adrenalina ją napędzają, a zwycięstwo na chwilę przynosi ulgę od myśli o beznadziejności. Krótkie chwile szczęścia Evelyn potrafi osiągnąć jedynie wtedy, gdy szczęście to może runąć w każdej chwili. Kiedy wbijała w żyłę igłę z coraz większą dawką swojej osobistej trucizny, świadomość bycia tak blisko granicy przepełniała ją ekscytacją. Evelyn zatraca się we wszystkim całkowicie, więc by osiągnąć szczyt, musi słyszeć pod sobą syk piekielnego ognia, mieć świadomość, że to wszystko w każdej chwili może runąć, pochłaniając ją. Świadomość, iż w każdej chwili może stracić swoje 'szczęście' nauczyła ją doceniać chwile i teraz Evelyn zna prawdziwą wartość życia. Tylko niewytłumaczalne pragnienie życia powstrzymywało ją przed zażyciem większej dawki narkotyku lub celowemu targnięciu się na własne życie. Ta destrukcyjna dziewczyna najbardziej na świecie pragnie żyć, poznać smak prawdziwej przyjaźni, bliskości. Paradoksem jest, iż rani wszystkich, którzy próbują zajrzeć pod jej pancerz, a swoją zbroję stara się wykuć z samotności, która zabija ją bardziej, niż jej osobista trucizna. Narkotyki potrafiły przynieść ulgę, zabierając wszechogarniający smutek, zabierały też fragmenty życia Evy - te, w których była albo na prochach, albo na głodzie... Evelyn kocha przyrodę, wszystkie zwierzęta, wschody i zachody słońca, nocne, usiane gwiazdami niebo. Uwielbia skazane na samotność wieczory z gitarą, nawet ten ogrom bezsennych nocy, podczas których zatraca się w swoich własnych marzeniach lub po raz kolejny czyta 'Małego Księcia' czy 'Roma i Julię', zastanawiając się, czy byłaby w stanie pozwolić się oswoić lub umrzeć w imię miłości. I mimo iż stwarza pozory zamyślonej, egoistycznej i wyniosłej księżniczki, faktem jest, że za te nieznane sobie uczucia oddałaby wszystko. Eva to typ idealistki, wierzącej w dobro świata, w tą biel, której w sobie nie potrafi odnaleźć. Jest krnąbrna, uparta, odważna, nieposkromiona. To jej obrona, tak samo jak cięty język. Stara się od razu zniechęcić do siebie nowo poznane osoby, nie dając sobie ani im szansy. Stała się bardzo złożoną osobą, doskonałą aktorką, odgrywającą na scenie idealnie powierzoną jej rolę. Kłamstwo nie jest dla niej problemem, tak samo jak manipulacja marionetkami, jakimi w jej rękach stają się ludzie. Evelyn nienawidzi patrzeć bezczynnie na krzywdę innych, a już szczególnie jeśli ona jest jej przyczyną, nie cofnie się jednak przed zranieniem kogoś, jeśli ma to pomóc jej utrzymać swój ochronny pancerz. To świadomość bliskiej utraty szczęścia pozwala jej należycie je docenić, Eva postępuje więc bardzo destrukcyjnie. Ponadto ulega swoim emocjom, jest jak ocean; cichy, zmienny, nieprzewidywalny, groźny, śmiercionośny. W mig potrafi rozpętać burzę, po której zaraz znów wyjdzie słońce...
INNE:
* Nie potrafi pływać.
* Ma mnóstwo tatuaży, które kocha - największe znaczenie ma dla niej niebieska róża, szczerzący kły wilk i uroboros.
* Zawsze jest jej zimno i zawsze nosi długi rękaw, by zakryć ślady po igłach.
* Jej długie włosy są rozpuszczone lub spięte w taki sposób, by zakrywały twarz.
* Uwielbia patrzeć w gwiazdy i zwykle to właśnie robi podczas bezsennych nocy. Przez większość czasu nie rozstaje się ze swoją gitarą i wysłużonym notesem.
* Mimo walki z nałogiem, miewa chwile, w których oddałaby wszystko za niby 'ostatnią' działkę, która pozwoliłaby jej zostawić za sobą przeszłość i raz na zawsze zerwać z nałogiem. Często w takich chwilach bywa zanadto drażliwa i cała drży - z zimna i 'głodu'.

GMAIL: kiaraaa11@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)