Wpatrywałam się w okno, leżąc na łóżku. Jak zwykle nie mogłam zasnąć, a każde zamknięcie oczu i próba zapadnięcia w sen kończyły się widokiem obrazów z przeszłości, które wywoływały na moim ciele drżenie. Z westchnieniem odgarnęłam kołdrę na bok, wstając powoli i sięgając po leżący na fotelu obok długi sweter, nakładając go na krótkie spodenki i podkoszulek.
Wychodząc z pokoju, narzuciłam jeszcze na ramiona swój cienki, polarowy koc i torbę ze strojem do ćwiczeń i ręcznikiem. Zamierzałam zahaczyć o bar, by wziąć dla siebie kawę, a następnie udać się prosto do sali treningowej.
Powoli przeszłam przez korytarze do baru, gdzie wzięłam półlitrowy termos z kawą i musiałam wrócić się na drugi koniec budynku, by znaleźć się w sali treningowej. Właśnie to najbardziej lubiłam w tej akademii - tą przestrzenność, wielkość pomieszczeń, nawał korytarzy, schodów i różnych zakątków. Mimo wszystko sporo było tu nowoczesności, dzięki czemu budynek nie przypominał wielkiego, opuszczonego zamczyska. Dla kogoś takiego jak ja, kto kochał wolność, wielkość Instytutu dawała jej namiastkę.
Ciemne korytarze oświetlał jedynie wpadający przez okna blask księżyca, malując na ścianach różnorakie cienie. W nocnej ciszy słyszałam tylko swoje kroki, lecz będąc już w połowie drogi, usłyszałam także inne kroki, ciężkie i głośniejsze, niż moje. Z każdą chwilą kroki stawały się coraz głośniejsze, a ja czułam na karku dziwne mrowienie, jak gdyby osoba idąca za mną mnie śledziła. Gdy obróciłam się, by zobaczyć kto to, ciemność skutecznie ukryła przede mną twarz osoby, sądząc po zarysie sylwetki wysokiego, postawnego chłopaka.
Zagryzłam wargę, wmawiając sobie, że to ktoś, kto tak jak ja na razie nie śpi i że po prostu wraca do pokoju. Nie łudziłam się, że to ktoś znajomy postanowił potowarzyszyć mi, gdyż wiedziałam, że w ośrodku nie ciesze się sympatią innych.
Moja nadzieja na to, iż nieznajomy nie podąża za mną prysnęła, gdy przeszliśmy obok korytarza z pokojami, a ja nadal słyszałam za sobą kroki. Oprócz lekkiej torby z ręcznikiem i strojem nie miałam niczego więcej, więc w razie ataku musiałabym liczyć tylko na siłę własnych rąk. W instytucie nie brak było szaleńców, którzy gotowi byli wykorzystać swe moce w niezbyt prawych celach. Mimo swojej siły, na pewno byłabym słabsza niż wyższy i postawniejszy ode mnie mężczyzna.
Chcąc sprawdzić, czy nieznajomy na pewno pójdzie za mną, skręciłam w najrzadziej uczęszczany, wąski korytarz. Oczywiście usłyszałam kroki za sobą. Idąc coraz szybciej, zatoczyłam ciemnymi korytarzami koło i skręciłam w ten prowadzący do sali treningowej. Cały czas słyszałam za sobą szuranie ciężkich butów, przystanęłam więc na rogu, opierając się o ścianę. Widziałam wyłaniający się zza rogu cień, sięgnęłam więc ręką w bok, a moje palce natrafiły na zimny metal. Gaśnica. Niewiele myśląc, zdjęłam ją ze ściany i wyważyłam w dłoniach, gotowa zadać cios, gdyby tylko postać zbliżyła się do mnie na wystarczającą odległość.
(Olivier?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz