Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camryn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camryn. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 kwietnia 2017

Od Camryn C.D Chris'a

Opuściłam pomieszczenie, na pożegnanie trzaskając drzwiami. Po holu rozniósł się głośny huk, gdy drzwi powróciły na swoje miejsce. Lewa powieka oka drgała, a ja sama zaczęłam chodzić to w prawo to w lewo. Podejrzenia Anne sprawdziły się, mam arytmię serca, tak zwane kołatanie serca. Nic groźnego, jeśli będę słuchała zaleceń lekarza.  Jednak muszę zrezygnować z tak wielkiej liczby treningów, jakie sobie funduję. Irytujące.
Wpadłam do swojego lokum w powolnym tempie. Przebrałam się w wygodniejsze rzeczy, które zazwyczaj noszę na treningi. Ręcznik zarzuciłam na ramię, a bidon z wodą chwyciłam w dłoń. Przemierzając korytarze instytutu, piorunowałam ludzi wzrokiem,  których mijałam. Dziwnie na mnie spoglądali, gdy miałam na sobie kaptur od bluzy, która nie miała rękawów. Bez przeszkód doszłam do mojego celu. Moje rzeczy porzuciłam w kącie pomieszczenia.
Zaczęłam od zwykłego rozciągania i przebiegnięciu kilku kółek wokół pomieszczenia. Jakie szczęście, że nie miałam towarzystwa obcych ludzi. Wolałam mieć spokój, gdy odbywałam swój codzienny trening. Zawiązałam bandaże na rękach, by zaraz potem zacząć gimnastykę. W skłonie oparłam ręce na powierzchni parkietu Sali, szukając odpowiedniego podparcia. Westchnęłam cicho. Łapiąc odpowiednie podparcie dla ciała, wybiłam się nogami, przenosząc cały ciężar na ręce. Już po chwili stałam na rękach. Nogi miałam złączone cały czas, a ręce drżały mi niemiłosiernie. Jednak nie miałam za dobrze jeszcze rozbudowanych mięśni ramion. Oddychając spokojnie, rozłączyłam nogi. Powoli zabierałam jedną rękę tak, by znajdowała się wzdłuż ciała. Jednak coś nie wyszło…
Drzwi do pomieszczenia otworzyły się z hukiem. Wzdrygnęłam się. Po sali rozniósł się mój urwany pisk zaskoczenia i uderzenie ciała o parkiet. Zaliczyłam piękną glebę na podłogę. 
W miarę szybko usiadłam, rozprostowując obolałe ciało. Kaptur bluzy zasłonił mi widok. Mruczałam ciche przekleństwa pod nosem. Zsunęłam kaptur, by spojrzeć na osobnika, który wparował do pomieszczenia jak do obory. 
- Co tak ostro? – zapytałam, podnosząc się do pionu. 
Zdziwiony mężczyzna przyglądał mi się. Ja jego twarzy malowało się lekkie zdziwienie. Biedak nie wiedział jak zareagować. 
- Mam z niemową do czynienia? – zaśmiałam się.
Poprawiając bandaże, podeszłam do worka treningowego. Czas wyładować całą frustrację. 
- Umiem mówić. – zdziwiona spojrzałam się na niego z rozbawieniem. 
- A myślałam, że niemowa jesteś. – zaśmiałam się pod nosem, wymierzając pierwszy cios. – Wybacz, jeśli uraziłam. 

< Chris? >


wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Camryn C.D Chris'a

 Muzyka płynęła przez słuchawki. Całkowicie odcięłam się od świata zewnętrznego,  gapiąc się na nieskażony niedoskonałościami, biały sufit przychodni. Lewa noga, która była zgięta, tupała w rytm muzyki, odbijając się od miękkiej powierzchni ławki na poczekalni. Pracownicy medyczni przechodząc obok mnie, posyłali mi nieprzychylne spojrzenia. Od czasu do czasu odprowadzałam ich wrogim, obojętnym spojrzeniem. Mieli prawo mnie pouczać i patrzeć na mnie krzywo, gdyż zachowałam się niekulturalnie. Ale trudno. Takie życie. Każdy by poszedł w moje ślady, gdy kazaliby mu siedzieć dwie godziny i czekać na głupie wyniki badań.
Z błogiego spokoju wyrwało mnie natrętne pukanie w ramię. Leniwie zwróciłam wzrok na osobę, której cień na mnie padał. Westchnęłam cicho, spoglądając na kobietę po czterdziestce.
Ruchem dłoni wskazała mi drzwi, prowadzące do gabinetu. Wyciągnęłam z uszu słuchawki, wstając do pozycji pionowej.
- Koledzy z pracy skarżą się na ciebie. – zaśmiała się ciepło.
Słysząc jej śmiech, na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Miła z niej kobieta.
- Irytujący ludzie tu pracują. – mruknęłam pod nosem.
Szłam za nią do gabinetu, rozprostowując zdrętwiałe mięśnie ramion. Będąc w środku usiadłam na kozetce, machając nogami jak mała dziewczynka. Nawyk z czasów, gdy byłam małym, nieznośnym bachorem. Dobre czasy.
- I co wyczytałaś z tych badań, hm?
- Moje podejrzenia chyba się sprawdzają… - mruknęła, przeglądając stosik kartek, które wertowała. Z westchnieniem odłożyła je na biurku, po czym przetarła oczy.
- Czyli? – zapytałam.
Podeszłam do biurka, opierając się o nie rękoma. Wbiłam w nią wzrok, oczekując na wyrok.
- Powtórzmy jeszcze raz… - mruknęła, powracając do wyników. – Miewasz uczucie szybkiego lub nierównomiernego bicia serca. Czasem też czujesz ból w klatce piersiowej i osłabienie…
- Tak, do czego zmierzasz?
- Masz prawdopodobnie arytmie, moja droga.
Zatkało mnie. Głos uwiązł mi w gardle. Że co mam?! Przecież zawsze byłam zdrowa i nie miewałam problemów ze zdrowiem. No tak, czasem trafiały się przeziębienia i inne choróbska, ale choroba serca?
- Spokojnie. Jeszcze zrobimy ci kilka badań, a do tego czasu, zmniejsz swoje treningi.
- Niech będzie.
Przez resztę dnia, opierdzielałam się jak nigdy. Odechciało mi się wszystkiego. Ja i choroby serca? Bez przesady. Popijając kawę i stojąc przy oknie, podziwiałam zachód słońca. Zbliżała się noc. Moja ulubiona pora dnia. Odłożyłam kubek na szafkę nocną, by zaraz zacząć się ubierać. Nigdy nie lubiłam siedzieć bezczynnie, a nocne spacery zawsze uwielbiałam. Wychodząc z pokoju, schowałam broń za pasek spodni. 
Już od jakiegoś czasu śledziłam poczynania pewnego osobnika, który polował na sarnę. Czuł moją obecność od pewnego  czasu, gdyż często tracił czujność na zwierzynie, która miała być jego ofiarą. Byłam jak jego cień, oddalona o kilka metrów od niego, by mnie nie zauważył. Moje czarne ubrania, bardzo pomagały mi w ukrywaniu się. Wdrapałam się po cichu na drzewo. Z gałęzi podziwiałam jego poczynania, nie tracąc go z oczu. Wzdrygnęłam się lekko, słychać dźwięk strzału. Sarna padła, dziwnie uginając tylną nogę. 
Zeskoczyłam z drzewa. Jednak lądowanie nie wyszło mi za dobrze, gdyż upadłam z plaskiem na ziemię. Mruknęłam zirytowana  podnosząc się z ziemi. Poczułam ból w pewnym partiach mojego ciała. Tym samym zwróciłam na siebie wzrok obcego człeka. Bacznie mnie obserwował, podnosząc jedną brew do góry. 
- Na co się gapisz, hm? – mruknęłam, otrzepując się z resztek ściółki leśnej. – Nie widziałeś nigdy ludzi, którzy spadają z drzew?
Nie uzyskałam żadnej odpowiedzi. Jedyne co zrobił, to spiorunował mnie wzrokiem. Chłodno i z obojętnością wbiłam w niego wzrok. A wiec to tak? Moją uwagę przykuł szelest. Spojrzałam kątem oka w tamtą stronę, gdzie leżała cierpiąca sarna. Ponownie przeniosłam na niego wzrok, gdzie zauważyłam odbezpieczoną broń. Westchnęłam cicho. Nim ten zdążył zareagować, wyszarpnęłam z jego dłoni broń. Wymierzyłam i strzeliłam w zwierzę, by zakończyć jego cierpienie. Skierowałam lufę w dół, unosząc dłoń w jego stronę.
- Nienawidzę patrzeć, jak niewinne zwierze cierpi.

< Chris? >




czwartek, 13 kwietnia 2017

Camryn Natalie


IMIĘ: Camryn Natalie
KSYWKA: Cam
NAZWISKO: Farewall
WIEK: 19 l.
PŁEĆ: Kobieta
ORIENTACJA: Hetero
GŁOSAvril Lavigne
PRZYNALEŻNOŚĆ: Buntownicy
RANGA: Odludek
PARTNER: Brak.
RODZINA:
Joshua Farewall – ukochany ojciec, który jest wzorem do naśladowania przez córkę. Jeden z wyższych rangą strażników instytutu. Nawet jeśli nie ma czasu dla swoich dzieci, w każdej wolnej chwili spędza z nimi czas, gdyż chce, by jego dzieci miały normalny kontakt z rodzicem. Mimo iż wygląda na surowego i chłodnego człowieka, wewnątrz jest miłym i ciepłym człowiekiem.
Anne – Marie D’Agosta – miła kobieta, która przejęła pełnienie roli matki dla dzieci swojego męża. Mimo, iż sama dzieci mieć nie może, Camryn i Hamiltona traktuje jak swoje własne. Kardiolog w instytucie.
Hamilton Chase Farewall– starszy brat Camryn oraz pierworodny syn państwa Farewall. Narwany, pełen energii młody mężczyzna, który od małego postawił sobie za cel, pilnowanie swojej młodszej siostruni.
Samantha West – biologiczna matka Camryn i Hamiltona. Niedługo po narodzinach dzieci, opuściła swojego męża. Papiery rozwodowe zostały złożone do sądu po tym, jak wydała się jej zdrada z wiele młodszym mężczyzną.
APARYCJA: Można powiedzieć, że matka natura dla Cam była łaskawa. Posiada wspaniałe oczy, które zawsze przykuwają wzrok osób trzecich. Pewna zmiana genetyczna spowodowała różnobarwność tęczówek. Lewe oko jest w głębokiej szarości, zaś prawe ma kolor zielony. Brązowe włosy są naturalnie pofalowane, sięgają do łopatek. Często nie chcą współpracować. Ma zdrową, jasną cerę. Jasne usta, idealnie współgrają z jasną cerą. Długa blizna ciągnie się po jej klatce piersiowej, na której i tak jest już wiele, jak i też na ramionach. Są to pozostałości po szalonych przygodach z dzieciństwa. Twierdzi, że jest „płaska” często nazywa siebie „deską”. Oczywiście to nieprawda. Jej figura jest wprost idealna, ale próby przekonania jej do jakichkolwiek sukienek kończą się fiaskiem. Rzadko kiedy się maluję. Podkreśla rzęsy czarnym tuszem. Mierzy 170 centymetrów wzrostu. Jest chuda. Nigdy nie można jej zobaczyć w sukience, czy spódnicy. Spodnie nałogiem. Nie trawi pastelowych kolorów na ubraniach. Zazwyczaj ubiera się w ciemne ubrania.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Wyróżniają ją różnobarwne tęczówki.
CHARAKTER: Mieszanka wielu cech charakteru. Mimo swojej śmiałości, dziewczyna zazwyczaj stoi na uboczu. Czasem spokojna i wyniosła, innym razem psotnica. Jej humory potrafią się zmieniać z minuty na minutę. Wredna? Tak, jak najbardziej. Lubi dręczyć innych, jednak z umiarem. Czasem gdy ktoś wyprowadzi ją z równowagi, jest porywcza i nie kontroluje słów, które wyjdą z jej ust. Jest silna psychicznie i fizycznie, lecz czasem ma stany załamania. Nie jest potworem, wypranym z uczuć. Nie lęka się przeszkód i trudów. Jest zaborcza i przekorna, despotyczna zarówno dla siebie, jak i dla otoczenia. Odpowiada na wszelkie ataki w sposób, który może zbić z tropu. Gdy postawi sobie jakiś cel, zrobi wszystko, by go osiągnąć. W każdym przypadku pragnie rządzić. Jeśli ktoś nie ma uczciwych bądź jasnych zamiarów w stosunku do niej, lepiej niech zejdzie jej z drogi. Cechuje ją duża samodzielność i zaradność. Nie jest wylewna, obserwuje czekając, aż inni zrobią pierwszy krok. Dziewczynę cechuje także inteligencja oraz to, że potrafi zachować zimną krew w różnych sytuacjach. Jest natomiast rozsądna, lecz lubi na swojej skórze, poczuć dreszczyk emocji i niebezpieczeństwa. Często wpada w tarapaty. Na jej twarzy często widnieje uśmiech. Inteligentna. Zawsze z opresji wychodzi cało. Wina zawsze spada na drugą, niewinną osobę. Gdy ktoś zajdzie jej za skórę, ona nie ręczy za siebie. Długo mści się za zadane jej krzywdy. W swoim marnym życiu nasłuchała się wielu rzeczy na swój temat. Najwięcej tych obraźliwych, więc uodporniła się na zaczepki innych. Sprytna i przebiegła. Zawsze odnajdzie słabą stronę przeciwnika. Jest też dusza towarzystwa. Zawsze wszystkich rozśmieszy do łez. Wkurzanie innych to jej hobby. Czasem przyjaciele mają jej dość, po długim spędzonym wieczorze. Na nią gniewać się długo nie da. Czasem potrafi stanąć w obronie słabszych.
INNE:
- Uzależniona od nikotyny
- Nie gardzi sportem. Bieganie, gimnastyka i koszykówka, to jej żywioły.
- Nie wzrusza ją widok krwi, chyba, że to jej bliscy
-Bandaże nosi by ukryć kilka blizn i ran związanych z treningiem
-Jej ulubionym kolorem jest niebieskim
-Idealna aktorka
-Kocha czytać książki
-Lubi denerwować innych jak mu wolno, ale stara się nie przesadzać
- Ma dobrą pamięć.
-Każdy tatuaż symbolizuje dla niej coś ważnego
-Mimo, iż uchodzi za lenia, lubi się uczyć, co sprawia jej przyjemność. Wolny czas przeznacza na uprawianie sportu. Wiele czasu przeznacza na grę w kosza, czy bieganie. Gimnastyką też nie pogardzi. Czasem poćwiczy boks ze swoim bratem. Przez pewien okres swojego życia, pasjonowała się mechaniką. Razem z bratem i pomocą ojca, przez trzy lata naprawiała stare Camaro, by wydobyć z tego cacka jego przeszłe piękno. Pasjonatka dobrego jedzenia. Wrodzony talent do gotowania, odziedziczony po swojej babci. Beztalencie artystyczne. Kocha słuchać muzyki… Rock Życiem!
- Jej skrzydła.
 
WŁAŚCICIEL: marchewka771@gmail.com