W czasie kiedy czekałem, aż dziewczyna w końcu wyjdzie z przebieralni, pozwoliłem sobie przemyśleć parę rzeczy. Między innymi fakt, dlaczego tak właściwie zrobiłem, to, co zrobiłem. Być może to było ze zwyczajnej nudy, a być może dlatego, że jestem po prostu stworzony do denerwowania innych ludzi, co dodatkowo sprawiało mi przyjemność. Jakby zastanowić się nad tym głębiej, to w sumie obydwie rzeczy były odpowiedzią na pytanie. Poza tym, będąc niewątpliwie przywódcą Buntowników moim zadaniem było ratować damy nie potrafiące się obronić przed napastnikiem, czyż nie?
- Długo będziesz jeszcze tak opierał się o tą ścianę? Bo jak widzisz, już się przebrałam. - bąknęła dziewczyna z niechęcią w głosie.
- Ależ jesteś zniechęcona. W taki sposób na pewno nie nauczysz się samoobrony. - wyszczerzyłem się sarkastycznie, rzucając w jej stronę podłużny kij służący do treningu. Złapała go w ostatnim momencie, dziwnie mierząc wzrokiem.
- Po co mi to?
- Jak to, po co? Trzeba od czegoś zacząć. Chyba, że taaak bardzo Ci się śpieszy, aby natknąć się na kolejnego porywacza.
- Czyli kolejny raz na Ciebie? Nie, dzięki. Mam ci ten kij wepchnąć w cztery litery? - burknęła z niezadowoleniem, przewracając oczyma.
- Nie, masz się bronić. - odparłem, delikatnie zirytowany zachowaniem dziewczyny. Wziąłem kij i stanąłem na przeciwko Evelyn, unosząc prawą brew.
- Wiesz w ogóle, co masz robić? - zapytałem, widząc jej postawę.
- Bronić się?
- Krótko mówiąc. Trzymaj go w ten sposób, i uważaj na palce. - powiedziałem, po czym stanąłem za czarnowłosą i pomogłem jej odpowiednio chwycić broń. Dziewczyna trochę się spięła, szczególnie, kiedy stanąłem naprzeciwko, gotów na 'krwawą' bitwę.
Widząc jej delikatne zakłopotanie, zacząłem od łatwego do obronienia ataku, który odparła. Zacząłem obchodzić ją dookoła, chcąc zgubić jej czujność. Tym razem to Evelyn zaatakowała, lecz był to lekki i niepewny cios, który z łatwością obroniłem. Zaraz po tym to ja uderzyłem w jej nogi, czego zapewne się nie spodziewała, ale szybko odzyskała czujność. Pewnie stwierdziła, że to wcale nie takie trudne, na jakie wygląda. Zaatakowałem znów, tym razem w górę. Nasze kije dotknęły się, a ja przekręciłem go w taki sposób, abym stanął z brunetką twarzą w twarz. Dostrzegłem determinację w jej spojrzeniu, więc wykorzystując chwilę nieuwagi, podciąłem jej nogi, przez co ta upadła z dość głośnym hukiem, na szczęście na drewnianą podłogę.
Spojrzałem na nią z góry, podając rękę. Z lekkim wahaniem ją chwyciła, po czym podciągnąłem ją delikatnie w górę, a dziewczyna przy tym szybko sięgnęła do mojej kieszeni, w której trzymałem klucz, jednak moja szybka reakcja sprawiła, że nadal miałem nad nią przewagę.
- Ze mną nie będzie tak łatwo. - wyszczerzyłem się, po czym skrzyżowałem ręce na piersi.
- Pff... Po prostu chcesz mnie tu przetrzymać i tyle. To wszystko jest niepotrzebne. Poza tym, przez ciebie boli mnie tyłek. Nie możesz po prostu dać mi tego klucza? - zapytała z niechęcią w oczach. Zaśmiałem się, odkładając obydwa kije na miejsce.
- Nudzi mi się, więc będziesz musiała znieść moje towarzystwo jeszcze przez chwilę.
- Jesteś okropny. - zmrużyła nienawistnie oczy, wystawiając język.
- A ty taka skromna, miła i uczynna, oczywiście. Jak już używamy ironii, to z rozmachem, nieprawdaż? - wzruszyłem ramionami.
- Dlaczego jesteś tak irytujący? Co ci zrobiłam?
- Eehm... - chrząknąłem cicho, zaczynając wyliczać na palcach. - Uderzyłaś mnie gaśnicą, wielokrotnie uraziłaś moją łatwą do zniszczenia dumę, groziłaś mi, próbowałaś uderzyć, kopnęłaś mnie... Mam wyliczać dalej? - uśmiechnąłem się szelmowsko, przekręcając głowę. Widać było, że wkurzyłem ją jeszcze bardziej.
Evelyn? Sorki, że musiałaś tak długo czekać, ale obowiązki, szkoła, problemy, treningi, zajęcia dodatkowe i zawody, a to wszystko w ciągu jednego tygodnia .-.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olivier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olivier. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 kwietnia 2017
wtorek, 18 kwietnia 2017
Od Olivier'a - C.D Hailey
- Raczej nudne. W sumie i tak w tym Ośrodku nic się nie dzieje. Oprócz Ciebie i psychola, który cię dusił. - odparłem, siadając na rogu, nadal wpatrzony w nieziemski widok. Brunetka usiadła obok mnie, po czym szturchnęła mnie łokciem z impetem.
- Dzięki za porównanie do psychola. - burknęła dziewczyna, przewracając oczyma.
- Przecież wiesz, że zawsze jestem pomocny. Czy ja kiedykolwiek ci nie pomogłem? - zapytałem, udając zszokowanego.
- Nie licząc tego, że znam cię od jakichś paru godzin, to tak, nie pomogłeś mi znaleźć mojego pokoju. - powiedziała Hailey, wzruszając ramionami.
- Pff... Przynajmniej dałem ci klucze. - oburzyłem się, krzyżując ręce na piersi.
- Jakiś ty hojny... - żachnęła się, udając zaskoczoną. Momentalnie klęknąłem przed nią i złożyłem ręce, robiąc słodką minę.
- Proszę, wybacz mi za moje grzechy! - krzyknąłem teatralnie, udając załamanie.
- Ach... Nie wiem, czy będę w stanie, Olivierze! - brunetka podchwyciła aluzję, kładąc zewnętrzną część dłoni na głowie i przekręcając głowę lekko w bok. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, ale w sumie to całe przedstawienie wydawało się być niezłe.
- Hailey, jesteś moim światłem w tunelu, och, wybacz mi! - dalej grałem, w pewnym momencie ujmując jej dłoń.
- No dobrze, skoro nalegasz... - spojrzała na mnie niezwykle poważnym wzrokiem. Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie w milczeniu.
- To jest ta scena, w której się całujemy. - powiedziałem szeptem.
- Chciałbyś. - uniosła prawą brew, po czym wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem, a zaraz za mną dziewczyna.
- Teraz to ty mnie uraziłaś. Błagaj o przebaczenie. - uniosłem prawą brew, unosząc głowę w górę z triumfem.
- Teraz to żartujesz? Bo wyglądasz cholernie poważnie.
- Ja i żarty? Za kogo ty mnie uważasz? Za jakiegoś wrednego gówniarza, który z wszystkiego żartuje? Pff... Idę skoczyć. - burknąłem, wstając ze swojego miejsca.
Hailey? Sorki, że krótsze, ale chcę zobaczyć reakcję Hailey na tą informacje xDD
- Dzięki za porównanie do psychola. - burknęła dziewczyna, przewracając oczyma.
- Przecież wiesz, że zawsze jestem pomocny. Czy ja kiedykolwiek ci nie pomogłem? - zapytałem, udając zszokowanego.
- Nie licząc tego, że znam cię od jakichś paru godzin, to tak, nie pomogłeś mi znaleźć mojego pokoju. - powiedziała Hailey, wzruszając ramionami.
- Pff... Przynajmniej dałem ci klucze. - oburzyłem się, krzyżując ręce na piersi.
- Jakiś ty hojny... - żachnęła się, udając zaskoczoną. Momentalnie klęknąłem przed nią i złożyłem ręce, robiąc słodką minę.
- Proszę, wybacz mi za moje grzechy! - krzyknąłem teatralnie, udając załamanie.
- Ach... Nie wiem, czy będę w stanie, Olivierze! - brunetka podchwyciła aluzję, kładąc zewnętrzną część dłoni na głowie i przekręcając głowę lekko w bok. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, ale w sumie to całe przedstawienie wydawało się być niezłe.
- Hailey, jesteś moim światłem w tunelu, och, wybacz mi! - dalej grałem, w pewnym momencie ujmując jej dłoń.
- No dobrze, skoro nalegasz... - spojrzała na mnie niezwykle poważnym wzrokiem. Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie w milczeniu.
- To jest ta scena, w której się całujemy. - powiedziałem szeptem.
- Chciałbyś. - uniosła prawą brew, po czym wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem, a zaraz za mną dziewczyna.
- Teraz to ty mnie uraziłaś. Błagaj o przebaczenie. - uniosłem prawą brew, unosząc głowę w górę z triumfem.
- Teraz to żartujesz? Bo wyglądasz cholernie poważnie.
- Ja i żarty? Za kogo ty mnie uważasz? Za jakiegoś wrednego gówniarza, który z wszystkiego żartuje? Pff... Idę skoczyć. - burknąłem, wstając ze swojego miejsca.
Hailey? Sorki, że krótsze, ale chcę zobaczyć reakcję Hailey na tą informacje xDD
Od Olivier'a - C.D Evelyn
Zawzięte wpatrywanie się w sufit ostatnio było coraz bardziej interesującym zajęciem w moim życiu, zważywszy na to, że w Instytucie nie działo się ostatnimi czasy prawie nic. Treningi były mozolne, ustalone standardy nudne, a jakiekolwiek ciekawsze wydarzenia prawie nie miały tu miejsca. Ostatnio zacząłem się nawet zastanawiać, czy gdyby wysłano nas na zewnątrz, do zarażonych wirusem, nie byłoby ciekawiej. Przynajmniej dzikie odgłosy zarzynanych ludzi i demonów, widok krwi i adrenalina wzbudzałyby w nas jakiekolwiek emocje. W tej chwili nawet pluszak, którego dostałem na urodziny od siostry wydawał się ciekawy. Mimowolnie z zabawki przeniosłem spojrzenie na okno, a ku mojemu zdziwieniu, już zrobiło się całkowicie ciemno. Postanowiłem w końcu wstać i pójść przejść się po Ośrodku, może pójść zapalić papierosa albo do kawiarni coś zjeść. Albo wszystko na raz.
Nałożyłem na siebie skórzaną kurtkę i zamknąłem drzwi do pokoju, po czym ruszyłem przed siebie ciemnymi korytarzami. Fakt, o tej godzinie było tu trochę ciemno, ale znałem ten Ośrodek na wylot, zwłaszcza, że tu się urodziłem.
Pierwszym miejscem, które napatoczyło się na mojej drodze, była kawiarnia, w której postanowiłem zamówić latte i najnormalniejszego rogala. O tej godzinie nie było tu zbyt wielu osób, jak w sumie zawsze, więc mogłem w spokoju pochłonąć swoje jedzenie. Zasunąłem za sobą krzesło i poszedłem przed siebie, tam, gdzie nogi mnie poniosą. Po drodze zapaliłem papierosa, gdyż potrzeba, rzadka, ale jednak - była nie do wytrzymania. W pewnym momencie, usłyszałem przed sobą ciche kroki. Cóż, nie powiem, było to dosyć podejrzane, zwłaszcza, że żaden facet nie poruszałby się tak cicho, a dziewczyna o tej godzinie w Instytucie to... dosyć dziwna rzecz? W każdym bądź razie, chcąc dowiedzieć się, czyje to kroki, przyspieszyłem, chcąc dogonić ową postać. Skręciłem za nią do wąskiego korytarzyka, w którym, przyznam się, byłem tylko kilka razy. Nim zdążyłem się zorientować, co się dzieję, dostałem czymś twardym w głowę i upadłem.
Obudziłem się na twardej posadzce z ogromnym bólem, który nasilał się wraz z każdą kolejną sekundą, odkąd kontaktowałem. Powoli otworzyłem oczy, i zobaczyłem przed sobą drobną postać.
- Dobre uderzenie... - burknąłem, próbując się podnieść. Wymasowałem delikatnie czoło, czując dość spory guz pod palcami. - Świetnie...
- Ja... Sorry. Myślałam, że to...
- Pedofil? - przerwałem dziewczynie, otrzepując się z kurzu.
- Mniej więcej. - wzruszyła niepewnie ramionami. - Przyniosę coś zimnego... Obudziłeś się bardzo szybko. - dodała, odwracając się na pięcie. Szybko złapałem ją za nadgarstek, przez co ta spojrzała na mnie niepewnie.
- Mogę chociaż dowiedzieć się jak ma na imię dziewczyna, która mnie pobiła? - zapytałem, irytująco się szczerząc.
Evelyn?
Nałożyłem na siebie skórzaną kurtkę i zamknąłem drzwi do pokoju, po czym ruszyłem przed siebie ciemnymi korytarzami. Fakt, o tej godzinie było tu trochę ciemno, ale znałem ten Ośrodek na wylot, zwłaszcza, że tu się urodziłem.
Pierwszym miejscem, które napatoczyło się na mojej drodze, była kawiarnia, w której postanowiłem zamówić latte i najnormalniejszego rogala. O tej godzinie nie było tu zbyt wielu osób, jak w sumie zawsze, więc mogłem w spokoju pochłonąć swoje jedzenie. Zasunąłem za sobą krzesło i poszedłem przed siebie, tam, gdzie nogi mnie poniosą. Po drodze zapaliłem papierosa, gdyż potrzeba, rzadka, ale jednak - była nie do wytrzymania. W pewnym momencie, usłyszałem przed sobą ciche kroki. Cóż, nie powiem, było to dosyć podejrzane, zwłaszcza, że żaden facet nie poruszałby się tak cicho, a dziewczyna o tej godzinie w Instytucie to... dosyć dziwna rzecz? W każdym bądź razie, chcąc dowiedzieć się, czyje to kroki, przyspieszyłem, chcąc dogonić ową postać. Skręciłem za nią do wąskiego korytarzyka, w którym, przyznam się, byłem tylko kilka razy. Nim zdążyłem się zorientować, co się dzieję, dostałem czymś twardym w głowę i upadłem.
Obudziłem się na twardej posadzce z ogromnym bólem, który nasilał się wraz z każdą kolejną sekundą, odkąd kontaktowałem. Powoli otworzyłem oczy, i zobaczyłem przed sobą drobną postać.
- Dobre uderzenie... - burknąłem, próbując się podnieść. Wymasowałem delikatnie czoło, czując dość spory guz pod palcami. - Świetnie...
- Ja... Sorry. Myślałam, że to...
- Pedofil? - przerwałem dziewczynie, otrzepując się z kurzu.
- Mniej więcej. - wzruszyła niepewnie ramionami. - Przyniosę coś zimnego... Obudziłeś się bardzo szybko. - dodała, odwracając się na pięcie. Szybko złapałem ją za nadgarstek, przez co ta spojrzała na mnie niepewnie.
- Mogę chociaż dowiedzieć się jak ma na imię dziewczyna, która mnie pobiła? - zapytałem, irytująco się szczerząc.
Evelyn?
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
Od Olivier'a - C.D Hailey
- Cholera, twoim gadaniem mogłabyś uśpić tego gościa, zamiast próbować się z nim bić. - burknąłem, przekręcając delikatnie jej głowę. Zaczerwienienie widoczne dobrych parę minut temu nadal nie zniknęło, więc nie wróżyło to nic dobrego.
- Daj spokój, nic mi nie jest, tylko zemdlałam. - burknęła dziewczyna, usiłując wstać. Musiałem mocniej ją przytrzymać, żeby zatrzymać usilne wiercenie się. Była silniejsza niż przypuszczałem, że jest, mimo tego udało mi się ją utrzymać w jednym miejscu.
- Nigdzie. Nie. Idziesz. - warknąłem, zabierając od Chris'a apteczkę. - Dzięki. Możesz iść, w sumie Robert kazał jednemu z nas przyjść na przesłuchanie, czy coś w tym rodzaju. - dodałem, ponownie odchylając głowę Hailey. Przykładając rękę do jej szyi, poczułem bicie jej serca i to, jak nerwowo przełyka ślinę. Spojrzałem na nią spode łba. Miała zamknięte oczy, i nie otworzyła ich nawet, kiedy ją opatrywałem.
- Ta podłoga jest zimna. Mógłbyś przynajmniej położyć mnie na jakiejś ławce, albo czymkolwiek. - powiedziała z urazą w głosie.
- W zasadzie to już skończyłem.
- Pff... - prychnęła tylko, wstając gwałtownym ruchem, po czym otrzepała się z kurzu. Skrzyżowałem ręce na piersi, posyłając jej złośliwy uśmieszek. - Co się tak szczerzysz, psychopato?
- Musisz chyba załatwić sobie psa obronnego, cały czas spotykasz na swojej drodze psychopatów. Tylko różnica jest taka, że jeden cię pobił, a drugi, technicznie rzecz biorąc uratował. - odpowiedziałem na jej zagrywkę, na co brunetka przewróciła jedynie oczyma.
- Czasem zastanawiam się, jak ludzie z tobą wytrzymują.
- Nie musisz się zastanawiać. Sama właśnie to robisz. - wzruszyłem ramionami, chcąc ją jeszcze bardziej zdenerwować.
- Właśnie, że nie. Wcześniej ci uciekłam, i teraz też zamierzam. - odgryzła się, unosząc z triumfem prawą brew. Chciała już odejść, lecz ja złapałem ją za nadgarstek i odwróciłem w swoją stronę.
- Tu też się nie zgodzę. Poprzednim razem nie uciekłaś, to raczej ja odszedłem, a teraz też nigdzie nie idziesz. Muszę być pewien, że znowu nie upadniesz i nie trafisz na żadnego psychopatę. - posłałem jej najbardziej sarkastyczny uśmiech w swoim życiu, oczekując odpowiedzi.
- Co mam niby z tobą robić? Wkurzasz mnie. - ofuknęła się, po czym skrzyżowała ręce na piersi i oparła o ścianę.
- Nie wiem. To co teraz. Gadać. Chyba, że chcesz się błąkać po dachu Instytutu. - wyjąłem z kieszeni skórzanej kurtki klucze i zakręciłem nimi na palcu.
- Serio ukradłeś klucze na dach? Jesteś kompletnym psycholem.
- Nie ukradłem. Pożyczyłem. Czyli mam rozumieć, że nie chcesz sobie popatrzeć na zachód słońca z najwyższego punktu? Okej. Na pewno jakaś dziewczyna się skusi. - powiedziałem, wzruszając ramionami. Hailey odwzajemniła gest i z chęcią odejścia odwróciła się, jednak ja pociągnąłem ją ponownie za nadgarstek.
- To było pytanie retoryczne. Oczywiście, że idziesz ze mną. - zaśmiałem się.
- Jesteś tak irytujący, że chętnie zrzucę cię z tego dachu! Puszczaj mnie, idioto i przestań rżeć jak dławiący się koń! - syknęła, odwracając głowę w drugą stronę.
- Pfff... Udam, że tego nie słyszałem.
- Daj spokój, nic mi nie jest, tylko zemdlałam. - burknęła dziewczyna, usiłując wstać. Musiałem mocniej ją przytrzymać, żeby zatrzymać usilne wiercenie się. Była silniejsza niż przypuszczałem, że jest, mimo tego udało mi się ją utrzymać w jednym miejscu.
- Nigdzie. Nie. Idziesz. - warknąłem, zabierając od Chris'a apteczkę. - Dzięki. Możesz iść, w sumie Robert kazał jednemu z nas przyjść na przesłuchanie, czy coś w tym rodzaju. - dodałem, ponownie odchylając głowę Hailey. Przykładając rękę do jej szyi, poczułem bicie jej serca i to, jak nerwowo przełyka ślinę. Spojrzałem na nią spode łba. Miała zamknięte oczy, i nie otworzyła ich nawet, kiedy ją opatrywałem.
- Ta podłoga jest zimna. Mógłbyś przynajmniej położyć mnie na jakiejś ławce, albo czymkolwiek. - powiedziała z urazą w głosie.
- W zasadzie to już skończyłem.
- Pff... - prychnęła tylko, wstając gwałtownym ruchem, po czym otrzepała się z kurzu. Skrzyżowałem ręce na piersi, posyłając jej złośliwy uśmieszek. - Co się tak szczerzysz, psychopato?
- Musisz chyba załatwić sobie psa obronnego, cały czas spotykasz na swojej drodze psychopatów. Tylko różnica jest taka, że jeden cię pobił, a drugi, technicznie rzecz biorąc uratował. - odpowiedziałem na jej zagrywkę, na co brunetka przewróciła jedynie oczyma.
- Czasem zastanawiam się, jak ludzie z tobą wytrzymują.
- Nie musisz się zastanawiać. Sama właśnie to robisz. - wzruszyłem ramionami, chcąc ją jeszcze bardziej zdenerwować.
- Właśnie, że nie. Wcześniej ci uciekłam, i teraz też zamierzam. - odgryzła się, unosząc z triumfem prawą brew. Chciała już odejść, lecz ja złapałem ją za nadgarstek i odwróciłem w swoją stronę.
- Tu też się nie zgodzę. Poprzednim razem nie uciekłaś, to raczej ja odszedłem, a teraz też nigdzie nie idziesz. Muszę być pewien, że znowu nie upadniesz i nie trafisz na żadnego psychopatę. - posłałem jej najbardziej sarkastyczny uśmiech w swoim życiu, oczekując odpowiedzi.
- Co mam niby z tobą robić? Wkurzasz mnie. - ofuknęła się, po czym skrzyżowała ręce na piersi i oparła o ścianę.
- Nie wiem. To co teraz. Gadać. Chyba, że chcesz się błąkać po dachu Instytutu. - wyjąłem z kieszeni skórzanej kurtki klucze i zakręciłem nimi na palcu.
- Serio ukradłeś klucze na dach? Jesteś kompletnym psycholem.
- Nie ukradłem. Pożyczyłem. Czyli mam rozumieć, że nie chcesz sobie popatrzeć na zachód słońca z najwyższego punktu? Okej. Na pewno jakaś dziewczyna się skusi. - powiedziałem, wzruszając ramionami. Hailey odwzajemniła gest i z chęcią odejścia odwróciła się, jednak ja pociągnąłem ją ponownie za nadgarstek.
- To było pytanie retoryczne. Oczywiście, że idziesz ze mną. - zaśmiałem się.
- Jesteś tak irytujący, że chętnie zrzucę cię z tego dachu! Puszczaj mnie, idioto i przestań rżeć jak dławiący się koń! - syknęła, odwracając głowę w drugą stronę.
- Pfff... Udam, że tego nie słyszałem.
niedziela, 16 kwietnia 2017
Od Olivier'a - C.D Hailey
- Eh, okej... Niech ci będzie. - burknął zniechęcony Christopher, machając ręką na odchodne. Uśmiechnąłem się sarkastycznie, z myślą, że moja pewność siebie i determinacja zawsze dawała mi to, czego oczekiwałem. No, prawie zawsze.
- Nie sądziłem, że tak szybko się zgodzisz, ale to nawet lepiej. - powiedziałem, wzruszając ramionami. Nagle usłyszeliśmy głośny łomot całkiem niedaleko. - Słyszałeś to?
- Trudno było tego nie słyszeć. - odparł ironicznie, wskazując mi głową, abym za nim szedł. Weszliśmy do sali treningowej, a następnie skręciliśmy bardziej w lewo, kierując się za cichymi dźwiękami, jakby ktoś się dusił. Dostrzegłem zakapturzoną postać, trzymającą w górze za gardło dziewczynę, w której po krótkiej chwili rozpoznałem Hailey.
- Puść ją, do cholery! - warknąłem, podchodząc bliżej. Gdy owa postać się odwróciła, poczułem, jak serce podchodzi mi do gardła.
- Olivier... Więc teraz będziesz zgrywać bohatera? Mam nadzieję, że od ostatniego czasu wymężniałeś, inaczej twój los będzie... ciut marny. - uśmiechnął się, puszczając brunetkę. Chris do niej podbiegł, a ja stanąłem twarzą twarz z Raphael'em.
- Na niej też masz zamiar przeprowadzać eksperymenty? - wyszczerzyłem się sarkastycznie, i patrząc na niego lekko z góry splunąłem wprost do jego oka. Mężczyzna zaczął je trzeć, i szaleńczo warcząc zmierzał w moją stronę. Od razu domyśliłem się, że po ucieczce z więzienia nie będzie zbyt przyjaźnie nastawiony. Wymierzyłem mocny cios w jego twarz, po czym on odwdzięczył się tym samym. Poczułem, jak krew spływa po moich ustach, ale nie przejąłem się tym i z całej siły uderzyłem w twarz, potem w brzuch, a na koniec kopnąłem najmocniej, chcąc go dobić, w przyrodzenie. Zdezorientowany padł na ziemię, a żeby stracił przytomność, kopnąłem po raz kolejny w jego twarz. Otrząsnąłem się i podszedłem do brunetki siedzącej przy Christopherze.
- Nic ci nie jest? - zapytałem, dokładnie oglądając jej szyję. Delikatnie ująłem jej brodę i uniosłem do góry i w obydwie strony, sprawdzając, czy nie ma żadnych śladów.
- Nie, sprawdzałem. Ma tylko czerwone miejsca, w których ten świrus ją trzymał. - powiedział chłopak, uprzedzając odpowiedź Hailey.
- Idź po Roberta i resztę, zanim ten psychol się obudzi, bo inaczej mamy przesrane. - zleciłem.
- Mi nic, ale ty krwawisz. - stwierdziła z ironicznym uśmiechem. Prychnąłem, ocierając dłonią krew, która spływała strugami po mojej twarzy.
- Nie sądzę, żebym tak śmiesznie wyglądał. Gadaj lepiej jak się tu znalazłaś.
- Powiedz mi najpierw, kto to do cholery jest. - zaprzeczyła dziewczyna, powoli podnosząc się z ziemi.
- Ehh... Długa historia. Psychiczny naukowiec, który chciał eksperymentować na ludziach w celu pokonania wirusa. Wiele ludzi przez niego zginęło. Eksperymentował też między innymi na sobie, dlatego jest taki silny. - wyjaśniłem, krzyżując ręce na piersi. Oglądnąłem się nerwowo na Raphael'a, po czym spojrzałem w dal, niecierpliwie wyczekując Chris'a.
- Wykręciłam mu rękę. Myślałam, że mogę go pokonać, ale...
Hailey? [Po ''ale...'' opisz, co się stało :D]
- Nie sądziłem, że tak szybko się zgodzisz, ale to nawet lepiej. - powiedziałem, wzruszając ramionami. Nagle usłyszeliśmy głośny łomot całkiem niedaleko. - Słyszałeś to?
- Trudno było tego nie słyszeć. - odparł ironicznie, wskazując mi głową, abym za nim szedł. Weszliśmy do sali treningowej, a następnie skręciliśmy bardziej w lewo, kierując się za cichymi dźwiękami, jakby ktoś się dusił. Dostrzegłem zakapturzoną postać, trzymającą w górze za gardło dziewczynę, w której po krótkiej chwili rozpoznałem Hailey.
- Puść ją, do cholery! - warknąłem, podchodząc bliżej. Gdy owa postać się odwróciła, poczułem, jak serce podchodzi mi do gardła.
- Olivier... Więc teraz będziesz zgrywać bohatera? Mam nadzieję, że od ostatniego czasu wymężniałeś, inaczej twój los będzie... ciut marny. - uśmiechnął się, puszczając brunetkę. Chris do niej podbiegł, a ja stanąłem twarzą twarz z Raphael'em.
- Na niej też masz zamiar przeprowadzać eksperymenty? - wyszczerzyłem się sarkastycznie, i patrząc na niego lekko z góry splunąłem wprost do jego oka. Mężczyzna zaczął je trzeć, i szaleńczo warcząc zmierzał w moją stronę. Od razu domyśliłem się, że po ucieczce z więzienia nie będzie zbyt przyjaźnie nastawiony. Wymierzyłem mocny cios w jego twarz, po czym on odwdzięczył się tym samym. Poczułem, jak krew spływa po moich ustach, ale nie przejąłem się tym i z całej siły uderzyłem w twarz, potem w brzuch, a na koniec kopnąłem najmocniej, chcąc go dobić, w przyrodzenie. Zdezorientowany padł na ziemię, a żeby stracił przytomność, kopnąłem po raz kolejny w jego twarz. Otrząsnąłem się i podszedłem do brunetki siedzącej przy Christopherze.
- Nic ci nie jest? - zapytałem, dokładnie oglądając jej szyję. Delikatnie ująłem jej brodę i uniosłem do góry i w obydwie strony, sprawdzając, czy nie ma żadnych śladów.
- Nie, sprawdzałem. Ma tylko czerwone miejsca, w których ten świrus ją trzymał. - powiedział chłopak, uprzedzając odpowiedź Hailey.
- Idź po Roberta i resztę, zanim ten psychol się obudzi, bo inaczej mamy przesrane. - zleciłem.
- Mi nic, ale ty krwawisz. - stwierdziła z ironicznym uśmiechem. Prychnąłem, ocierając dłonią krew, która spływała strugami po mojej twarzy.
- Nie sądzę, żebym tak śmiesznie wyglądał. Gadaj lepiej jak się tu znalazłaś.
- Powiedz mi najpierw, kto to do cholery jest. - zaprzeczyła dziewczyna, powoli podnosząc się z ziemi.
- Ehh... Długa historia. Psychiczny naukowiec, który chciał eksperymentować na ludziach w celu pokonania wirusa. Wiele ludzi przez niego zginęło. Eksperymentował też między innymi na sobie, dlatego jest taki silny. - wyjaśniłem, krzyżując ręce na piersi. Oglądnąłem się nerwowo na Raphael'a, po czym spojrzałem w dal, niecierpliwie wyczekując Chris'a.
- Wykręciłam mu rękę. Myślałam, że mogę go pokonać, ale...
Hailey? [Po ''ale...'' opisz, co się stało :D]
sobota, 15 kwietnia 2017
Od Olivier'a - C.D Hailey
- Okej. Powiem krótko. Jeżeli myślisz, że jestem tu i robię to wszystko z własnej woli, to się mylisz. - po ostatnim zdaniu mina dziewczyny zmieniła się z zirytowanej na zaciekawioną. - Najchętniej spieprzyłbym jak najdalej stąd, ale NIKT nie może wyjść. Więc jeżeli tutaj weszłaś, to nie wiem, czy wiesz, nie możesz się wycofać. - powiedziałem z zamierzonym jadem w głosie. Nie miałem ochoty zgrywać miłego, albo chociażby okazywać szacunku. Zdaje się, że Hailey również.
- Szkoda, że nikt nie powiedział mi tego zanim tu przyszłam. Ale wiesz, chyba nie sądzisz, że wycofam się tylko dlatego, że jakiś palant opowiedział mi swoją życiową historię? - syknęła z uśmieszkiem sugerującym wyższość.
- Chciałem uświadomić ci tylko, że nie niańczę cię z własnej woli. Jeżeli chcesz, możesz iść się tutaj zgubić. - burknąłem, krzyżując ręce na piersi.
- Zgubić się? - spytała poirytowana.
- Kłopoty ze słuchem? Mogę powtórzyć, jeśli chcesz. - zacząłem udawać jej piskliwy głosik, powtarzając słowo w słowo to, co dziewczyna wcześniej powiedziała mi. Cóż, niezła z niej sztuka, ale nie w moim interesie jest jej tresura.
- Bardzo śmieszne. W takim razie idę się zgubić. Mogę spać na ławce, nie przeszkadza mi to. - wzruszyła ramionami z obojętną miną.
- Próbujesz wywołać u mnie współczucie? Sugerujesz coś? - uniosłem z lekkim niedowierzaniem brew, szyderczo się uśmiechając.
- Ty i współczucie? Nie sądzę. - burknęła, po czym odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia.
- Zapomniałaś czegoś. - stwierdziłem, a kiedy brunetka zwróciła się znowu w moją stronę, rzuciłem jej klucze do pokoju. - Lepiej nie osądzaj ludzi po okładce. Nie radzę. - dodałem z triumfującym uśmiechem.
- Mam gdzieś twoje rady. Już wolę spać na ławce. - syknęła.
- Ujć. Zabolało. Bądź delikatniejsza, Hailey. - powiedziałem, widząc jej zdenerwowanie. Cóż, w końcu Pani Szlachetna się wkurzyła? Tak niewiele wystarczy, by kogoś zirytować.
- W końcu jesteś zabawniejszy. - odparła, starając się zahamować, by nie stracić kontroli. Miałem oko do takich rzeczy, zważywszy, że sam byłem do niej podobny. - Nie nadużywaj mojego imienia. - dodała, nieco poważniej.
- Dopiero zaczynam, Pani Szlachetna Hailey. - uśmiechnąłem się, po czym bez zastanowienia odwróciłem i odszedłem w przeciwną stronę.
Mówiąc ogólnie, swoje zadanie wykonałem, a sądząc po sprycie brązowowłosej dalej już sobie poradzi. Dotarła do Ośrodka bez niczyjej pomocy, więc by odszukać sypialnię mieszczącą się w sumie całkiem niedaleko od Sali Głównej, nie będzie potrzebowała zbyt wiele wysiłku. Postanowiłem, że sprawdzę, co słychać na treningu Łowców, a przy okazji popatrzeć jak Chris się męczy i troszeczkę go podenerwować. W końcu to zazwyczaj robię, a przynajmniej tak wszyscy mi mówią, nawet ci, których dopiero poznałem. Cóż, w pełni zgadzałem się z tą opinią, mimo iż trochę raniła moją dumę, to rzeczywistości nie zmienię. Przynajmniej jest zabawnie.
W oddali dostrzegłem grupkę ludzi celujących z pistoletów do manekinów stojących parę metrów dalej. Nietrudno było mi wypatrzeć z tej odległości Christopher'a, dlatego od razu po namierzeniu go ruszyłem w tamtym kierunku. Podszedłem go od tyłu, patrząc, jak w skupieniu celuje, a kiedy uznałem, że zaraz ma zamiar strzelać, położyłem rękę na jego ramieniu. Ten trochę się wystraszył i upuścił pistolet.
- Ujć... Niedobrze, wróg miałby z tobą łatwo, młody łowcze. - powiedziałem z ironią i udawanym przejęciem w głosie.
- Olivier, czy ty zawsze do cholery musisz mnie denerwować? - odburknął, ponownie celując do nieruchomego manekina. Prychnąłem pod nosem.
- Ranisz. Zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest być w skórze osoby, której cały czas powtarza się, że wszystkich denerwuje? Bo ja nie. - westchnąłem, wkładając ręce do kieszeni. Dostrzegłem uśmiech na twarzy czarnowłosego.
- Czasami sprawiasz też wrażenie tępego, ale chyba robisz to specjalnie. - odparł chłopak, celując w sam środek celu.
- Wow, nieźle, jak na Ciebie. A teraz zwijamy się stąd, mam ci coś do powiedzenia. - złapałem go za ramię i odciągnąłem w ustronne miejsce.
Hailey?
- Szkoda, że nikt nie powiedział mi tego zanim tu przyszłam. Ale wiesz, chyba nie sądzisz, że wycofam się tylko dlatego, że jakiś palant opowiedział mi swoją życiową historię? - syknęła z uśmieszkiem sugerującym wyższość.
- Chciałem uświadomić ci tylko, że nie niańczę cię z własnej woli. Jeżeli chcesz, możesz iść się tutaj zgubić. - burknąłem, krzyżując ręce na piersi.
- Zgubić się? - spytała poirytowana.
- Kłopoty ze słuchem? Mogę powtórzyć, jeśli chcesz. - zacząłem udawać jej piskliwy głosik, powtarzając słowo w słowo to, co dziewczyna wcześniej powiedziała mi. Cóż, niezła z niej sztuka, ale nie w moim interesie jest jej tresura.
- Bardzo śmieszne. W takim razie idę się zgubić. Mogę spać na ławce, nie przeszkadza mi to. - wzruszyła ramionami z obojętną miną.
- Próbujesz wywołać u mnie współczucie? Sugerujesz coś? - uniosłem z lekkim niedowierzaniem brew, szyderczo się uśmiechając.
- Ty i współczucie? Nie sądzę. - burknęła, po czym odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia.
- Zapomniałaś czegoś. - stwierdziłem, a kiedy brunetka zwróciła się znowu w moją stronę, rzuciłem jej klucze do pokoju. - Lepiej nie osądzaj ludzi po okładce. Nie radzę. - dodałem z triumfującym uśmiechem.
- Mam gdzieś twoje rady. Już wolę spać na ławce. - syknęła.
- Ujć. Zabolało. Bądź delikatniejsza, Hailey. - powiedziałem, widząc jej zdenerwowanie. Cóż, w końcu Pani Szlachetna się wkurzyła? Tak niewiele wystarczy, by kogoś zirytować.
- W końcu jesteś zabawniejszy. - odparła, starając się zahamować, by nie stracić kontroli. Miałem oko do takich rzeczy, zważywszy, że sam byłem do niej podobny. - Nie nadużywaj mojego imienia. - dodała, nieco poważniej.
- Dopiero zaczynam, Pani Szlachetna Hailey. - uśmiechnąłem się, po czym bez zastanowienia odwróciłem i odszedłem w przeciwną stronę.
Mówiąc ogólnie, swoje zadanie wykonałem, a sądząc po sprycie brązowowłosej dalej już sobie poradzi. Dotarła do Ośrodka bez niczyjej pomocy, więc by odszukać sypialnię mieszczącą się w sumie całkiem niedaleko od Sali Głównej, nie będzie potrzebowała zbyt wiele wysiłku. Postanowiłem, że sprawdzę, co słychać na treningu Łowców, a przy okazji popatrzeć jak Chris się męczy i troszeczkę go podenerwować. W końcu to zazwyczaj robię, a przynajmniej tak wszyscy mi mówią, nawet ci, których dopiero poznałem. Cóż, w pełni zgadzałem się z tą opinią, mimo iż trochę raniła moją dumę, to rzeczywistości nie zmienię. Przynajmniej jest zabawnie.
W oddali dostrzegłem grupkę ludzi celujących z pistoletów do manekinów stojących parę metrów dalej. Nietrudno było mi wypatrzeć z tej odległości Christopher'a, dlatego od razu po namierzeniu go ruszyłem w tamtym kierunku. Podszedłem go od tyłu, patrząc, jak w skupieniu celuje, a kiedy uznałem, że zaraz ma zamiar strzelać, położyłem rękę na jego ramieniu. Ten trochę się wystraszył i upuścił pistolet.
- Ujć... Niedobrze, wróg miałby z tobą łatwo, młody łowcze. - powiedziałem z ironią i udawanym przejęciem w głosie.
- Olivier, czy ty zawsze do cholery musisz mnie denerwować? - odburknął, ponownie celując do nieruchomego manekina. Prychnąłem pod nosem.
- Ranisz. Zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest być w skórze osoby, której cały czas powtarza się, że wszystkich denerwuje? Bo ja nie. - westchnąłem, wkładając ręce do kieszeni. Dostrzegłem uśmiech na twarzy czarnowłosego.
- Czasami sprawiasz też wrażenie tępego, ale chyba robisz to specjalnie. - odparł chłopak, celując w sam środek celu.
- Wow, nieźle, jak na Ciebie. A teraz zwijamy się stąd, mam ci coś do powiedzenia. - złapałem go za ramię i odciągnąłem w ustronne miejsce.
Hailey?
piątek, 14 kwietnia 2017
Od Olivier'a - C.D Hailey
- Po odpowiedź na pytanie, które zadaję sobie od lat... kim jestem. - usłyszałem lekko zażenowany głos brunetki. Pod jej niewinnym wyglądem, na który od razu zwróciłem uwagę, krył się niezły charakterek, co również było widać na pierwszy rzut oka. Jej włosy były lekko rozwiane przez wiatr, a policzki delikatnie zarumienione od zimna. Przez ostatnią wypowiedź dziewczyny byłem nią lekko zaintrygowany. Rzadko kiedy ktoś z zewnątrz docierał do Instytutu, do tego z własnej woli. Ona wydawała się być zaciekawiona tym wszystkim, ale skutecznie maskowała swoją ciekawość pod warstwą nieprzyjemności.
- Olivier, przedstaw jej Instytut i wytłumacz wszystko, co powinna wiedzieć. Odtąd będzie pod twoją opieką, jasne? - Robert posłał mi podejrzliwe spojrzenie. Za kogo, do cholery, on mnie uważał? Za niańkę czy za nieodpowiedzialnego bachora? Bo w tych dwóch zdaniach naruszył parę cech mojego charakteru, przez które gotowe byłem zapomnieć o jego stanowisku.
- Tak. - odparłem sucho, bez zbędnych nieprzyjemności, po czym zaczekałem, aż strażnicy i Robert odejdą, a po tym pociągnąłem brązowowłosą za nadgarstek w stronę Sali Głównej.
- Auć! To boli! Puść mnie, do cholery! - warknęła dziewczyna, wyrywając się. Puściłem ją dopiero, kiedy zniknęliśmy z pola widzenia. Widocznie zdenerwowana, zaczęła rozmasowywać nadgarstek, po czym posłała mi zawistne spojrzenie.
- Słuchaj. Pierwsze, co musisz wiedzieć to to, że jest to dosyć brutalne pole walki, mimo poglądów i plotek. Nie chcę nieprzyjemności, dlatego najlepiej byłoby, gdybyś po prostu się mnie słuchała, jasne? - mówiąc to, pochyliłem się lekko nad nią, gdyż, mimo tego, że i tak była wysoka, nadal niższa ode mnie. Nie lubiłem zbytnio się rozkruszać nad małymi rzeczami.
- Bo co, pobijesz mnie? Poskarżysz swojemu szefowi? - skrzyżowała ręce na piersi, patrząc mi wyzywająco w oczy.
- Okej, zacznę inaczej. Powiesz chociaż jak się nazywasz, bo zdaje się, że ty znasz już moje imię. - odparłem wyraźnie poirytowany, z zabójczą miną.
- Brzmisz jakby to było przesłuchanie. Hailey. - burknęła z niechęcią. - Tyle ci wystarczy. Chcę wiedzieć, co się tu właściwie dzieje, i dlaczego jestem inna od reszty, więc uniknijmy uprzejmości, bo to ostatnie, czego się po mnie możesz spodziewać. - powiedziała brunetka, unosząc prawą brew.
- W tym miejscu nie jesteś inna, wręcz przeciwnie. Wszyscy jesteśmy tacy, jak ty. Właśnie po to powstało to miejsce. Żeby przygotować takich jak my, do walki ze złem, czyli w tym przypadku zarażonych złym wirusem. Nasz przypadek nazywa się dobrym wirusem, bo posiadanie dodatkowej siły, zwinności i inteligencji, oraz, co najważniejsze, skrzydeł, nie jest czymś złym, prawda? - mówiąc to, nieco złagodniałem, po czym z ulga wypuściłem powietrze z płuc.
- Więc szkolą nas do pokonania wirusa, żeby ludzkość znowu mogła być wolna. Dość logiczne. - stwierdziła Hailey.
- Szybko łapiesz, dość niespodziewane. - uniosłem prawą brew, z wyraźnym zainteresowaniem.
- To miał być komplement? Coś chyba nie wyszło. - odparła z rozbawieniem, po raz kolejny rzucając mi wyzywające spojrzenie. Cóż, dwa dominujące charaktery to nic dobrego.
- Sama oceń. Nie jestem na tyle płytki, by podrywać dziewczyny przy pierwszym spotkaniu. - wzruszyłem ramionami, po czym odwróciłem się na pięcie i odszedłem parę kroków. - Idziesz, czy będziesz tu tak stać? - zapytałem, nadal odwrócony.
Hailey?
- Olivier, przedstaw jej Instytut i wytłumacz wszystko, co powinna wiedzieć. Odtąd będzie pod twoją opieką, jasne? - Robert posłał mi podejrzliwe spojrzenie. Za kogo, do cholery, on mnie uważał? Za niańkę czy za nieodpowiedzialnego bachora? Bo w tych dwóch zdaniach naruszył parę cech mojego charakteru, przez które gotowe byłem zapomnieć o jego stanowisku.
- Tak. - odparłem sucho, bez zbędnych nieprzyjemności, po czym zaczekałem, aż strażnicy i Robert odejdą, a po tym pociągnąłem brązowowłosą za nadgarstek w stronę Sali Głównej.
- Auć! To boli! Puść mnie, do cholery! - warknęła dziewczyna, wyrywając się. Puściłem ją dopiero, kiedy zniknęliśmy z pola widzenia. Widocznie zdenerwowana, zaczęła rozmasowywać nadgarstek, po czym posłała mi zawistne spojrzenie.
- Słuchaj. Pierwsze, co musisz wiedzieć to to, że jest to dosyć brutalne pole walki, mimo poglądów i plotek. Nie chcę nieprzyjemności, dlatego najlepiej byłoby, gdybyś po prostu się mnie słuchała, jasne? - mówiąc to, pochyliłem się lekko nad nią, gdyż, mimo tego, że i tak była wysoka, nadal niższa ode mnie. Nie lubiłem zbytnio się rozkruszać nad małymi rzeczami.
- Bo co, pobijesz mnie? Poskarżysz swojemu szefowi? - skrzyżowała ręce na piersi, patrząc mi wyzywająco w oczy.
- Okej, zacznę inaczej. Powiesz chociaż jak się nazywasz, bo zdaje się, że ty znasz już moje imię. - odparłem wyraźnie poirytowany, z zabójczą miną.
- Brzmisz jakby to było przesłuchanie. Hailey. - burknęła z niechęcią. - Tyle ci wystarczy. Chcę wiedzieć, co się tu właściwie dzieje, i dlaczego jestem inna od reszty, więc uniknijmy uprzejmości, bo to ostatnie, czego się po mnie możesz spodziewać. - powiedziała brunetka, unosząc prawą brew.
- W tym miejscu nie jesteś inna, wręcz przeciwnie. Wszyscy jesteśmy tacy, jak ty. Właśnie po to powstało to miejsce. Żeby przygotować takich jak my, do walki ze złem, czyli w tym przypadku zarażonych złym wirusem. Nasz przypadek nazywa się dobrym wirusem, bo posiadanie dodatkowej siły, zwinności i inteligencji, oraz, co najważniejsze, skrzydeł, nie jest czymś złym, prawda? - mówiąc to, nieco złagodniałem, po czym z ulga wypuściłem powietrze z płuc.
- Więc szkolą nas do pokonania wirusa, żeby ludzkość znowu mogła być wolna. Dość logiczne. - stwierdziła Hailey.
- Szybko łapiesz, dość niespodziewane. - uniosłem prawą brew, z wyraźnym zainteresowaniem.
- To miał być komplement? Coś chyba nie wyszło. - odparła z rozbawieniem, po raz kolejny rzucając mi wyzywające spojrzenie. Cóż, dwa dominujące charaktery to nic dobrego.
- Sama oceń. Nie jestem na tyle płytki, by podrywać dziewczyny przy pierwszym spotkaniu. - wzruszyłem ramionami, po czym odwróciłem się na pięcie i odszedłem parę kroków. - Idziesz, czy będziesz tu tak stać? - zapytałem, nadal odwrócony.
Hailey?
czwartek, 13 kwietnia 2017
Olivier

IMIĘ: Olivier Sebastien
KSYWKA: Zazwyczaj mówią do niego Olivier, ale zdarza się też, że złośliwie przezywają go ''Olek'', za co niejeden już oberwał.
NAZWISKO: Morgernstern
WIEK: 20
PŁEĆ: Mężczyzna
ORIENTACJA: Heteroseksualna
GŁOS: Three Days Grace
PRZYNALEŻNOŚĆ: Buntownicy
RANGA: Buntowniczy Król.
PARTNER: Brak.
RODZINA: Prawie nie widywał się z rodzicami. Byli wiecznie zajęci pracą, a on większość życia spędził w samotności. Osobą, której ufał bezgranicznie była siostra. Oprócz niej, do tej pory nie ma nikogo.
Matka - Melissa Morgernstern - Wiecznie zajęta pracą, poza tym w ogóle nie obchodziły ją dzieci.
Ojciec - Peter Morgernstern - Podobnie jak matka, cały czas był w pracy. W przeciwieństwie do niej chociaż trochę przejmował się dziećmi.
Siostra - Malia Morgernstern - Jedyna osoba, która wspierała Olivier'a i to dzięki niej nadal żyje. Była od niego starsza o cztery lata.
APARYCJA: Sebastien to chłopak, który miał mięśnie już dosłownie od pierwszej klasy podstawówki. Jest bardziej wysportowany niż niejeden kulturysta, lecz po nim tego tak nie widać, co zawdzięcza oczywiście jego naturze. Odznacza się też wysokim wzrostem, ponieważ mierzy około 185cm. Ma ciemnobrązowe włosy i prawie idealnie czarne oczy. Wspominałam już, że ma cudowny uśmiech? W związku z tym jednak muszę wam powiedzieć, że niestety nie uśmiecha się zbyt często, a jedynie sarkastycznie. Na jego ciele rozmieszczonych jest całe mnóstwo tatuaży. Na klatce piersiowej, rękach, szyi, nogach - można wywnioskować, że bardzo je kocha. Dodatkowo, na jego plecach znajduje się tryskelion, ''tatuaż'', który zrobiono tuż po jego urodzeniu. Do dzisiaj nie wie, kto go zrobił i w jakim celu, ale w jego pobliżu nie zrobił już żadnych innych tatuaży. Chłopak ma dość wygórowany styl, lecz zazwyczaj chodzi w skórzanych kurtkach i najzwyklejszych jeans'ach. Preferuje raczej ciężkie, czarne buty typu glany, trepy, czy inne podobne.
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Blizna na lewym policzku.
CHARAKTER: Olivier to na pozór zwykły chłopak, który ma wszystkich i wszystko poza swoimi myślami. Jego myślenie jest jednak bardziej skomplikowane, niż się może wszystkim wydawać. Zacznę od tego, iż jest to ''zbuntowany'' nastolatek, który nikogo się nie słucha. Słucha jedynie siebie i osoby, które podziwia, a jest takich niewiele. Arogancki i nieprzewidywalny, mistrz ciętej riposty i sarkazmu. W jednym jego zdaniu potrafi być więcej sarkazmu niż w całym życiu innego człowieka. W jego życiu nie ma zasad, dodatkowo, jeżeli się czegoś uprze to nie zaprzestanie na porażce. Zawsze musi wygrać jego strona, chociaż nie jest typem, który zadręcza się przegraną. Najlepiej czuje się w swoim towarzystwie, jest to też typ samotnika, który jest samowystarczalny i nikogo nie potrzebuje do szczęścia. Uważa siebie za najgorszą osobę na całym świecie, przez co nigdy nie chwali swojej osoby. Potrafi być bardzo tajemniczy, w towarzystwie zazwyczaj nic nie mówi. Nie lubi pracy w grupach, i się w nich nie udziela - jest zwyczajnie zamknięty w sobie i swoich problemach. Nikt nie zna go tak bardzo, jak on siebie sam. Sebastien jest nad pozór inteligentny, aczkolwiek nigdy tego nie wykorzystywał. Jego zachowanie można w dużej mierze zawdzięczać jego rodzinie. Zamkniętość, agresywność i tajemniczość - rodzicom, którzy potępiali każdy jego błąd i nie wspierali, mieli go kompletnie gdzieś i pozostawili na pastwę losu. Sarkazm, podejście do innych oraz do życia - jego siostrze, dzięki której chłopak nadal żyje i która nauczyła go, że nie warto przejmować się przeszłością i innymi. Zawsze walczy do ostatniej kropli krwi - nieważne kogo, czy jego, czy przeciwnika. Honor, odwaga i poświęcenie to cechy, które ujawnia w bardzo nielicznych sytuacjach. Do niedawna był wrażliwy, współczujący, pomagał innym. Teraz jednak życie nauczyło go, że zawsze trzeba być twardym i nie dawać się złamać. Plotki i zdanie na jego temat ma zupełnie gdzieś - nikt go nie zna, więc jak ma o nim cokolwiek wiedzieć? Całe jego życie jest tajemnicą, której nikomu nigdy nie pozwoli poznać. Dla bliskich i nielicznych ludzi, na których mu zależy, potrafi być ciepły, opiekuńczy. Kiedy naprawdę kogoś pokocha, potrafi oddać życie za tą osobę, stać się nie do poznania. Nigdy tak naprawdę nie poczuł prawdziwej miłości, zazwyczaj były to przelotne związki dla zakładów, czy też po prostu dla szpanu.
INNE:
- Olivier nie czuje bólu fizycznego
- Od czasu do czasu handluje narkotykami na terenie Instytutu
- Jest uzależniony od nikotyny, jednak jako Anioł rzadko kiedy odczuwa bardzo silną potrzebę
- Ma niesamowity głos, choć sam go nie wykorzystuje
- Kocha grę na gitarze elektrycznej i klasycznej
- Potrafi grać na pianinie
- Ma motor, który dostał od siostry na 15 urodziny
- Kiedy naprawdę się zdenerwuje, miewa napady agresji
Subskrybuj:
Posty (Atom)
