- Okej. Powiem krótko. Jeżeli myślisz, że jestem tu i robię to wszystko z własnej woli, to się mylisz. - po ostatnim zdaniu mina dziewczyny zmieniła się z zirytowanej na zaciekawioną. - Najchętniej spieprzyłbym jak najdalej stąd, ale NIKT nie może wyjść. Więc jeżeli tutaj weszłaś, to nie wiem, czy wiesz, nie możesz się wycofać. - powiedziałem z zamierzonym jadem w głosie. Nie miałem ochoty zgrywać miłego, albo chociażby okazywać szacunku. Zdaje się, że Hailey również.
- Szkoda, że nikt nie powiedział mi tego zanim tu przyszłam. Ale wiesz, chyba nie sądzisz, że wycofam się tylko dlatego, że jakiś palant opowiedział mi swoją życiową historię? - syknęła z uśmieszkiem sugerującym wyższość.
- Chciałem uświadomić ci tylko, że nie niańczę cię z własnej woli. Jeżeli chcesz, możesz iść się tutaj zgubić. - burknąłem, krzyżując ręce na piersi.
- Zgubić się? - spytała poirytowana.
- Kłopoty ze słuchem? Mogę powtórzyć, jeśli chcesz. - zacząłem udawać jej piskliwy głosik, powtarzając słowo w słowo to, co dziewczyna wcześniej powiedziała mi. Cóż, niezła z niej sztuka, ale nie w moim interesie jest jej tresura.
- Bardzo śmieszne. W takim razie idę się zgubić. Mogę spać na ławce, nie przeszkadza mi to. - wzruszyła ramionami z obojętną miną.
- Próbujesz wywołać u mnie współczucie? Sugerujesz coś? - uniosłem z lekkim niedowierzaniem brew, szyderczo się uśmiechając.
- Ty i współczucie? Nie sądzę. - burknęła, po czym odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia.
- Zapomniałaś czegoś. - stwierdziłem, a kiedy brunetka zwróciła się znowu w moją stronę, rzuciłem jej klucze do pokoju. - Lepiej nie osądzaj ludzi po okładce. Nie radzę. - dodałem z triumfującym uśmiechem.
- Mam gdzieś twoje rady. Już wolę spać na ławce. - syknęła.
- Ujć. Zabolało. Bądź delikatniejsza, Hailey. - powiedziałem, widząc jej zdenerwowanie. Cóż, w końcu Pani Szlachetna się wkurzyła? Tak niewiele wystarczy, by kogoś zirytować.
- W końcu jesteś zabawniejszy. - odparła, starając się zahamować, by nie stracić kontroli. Miałem oko do takich rzeczy, zważywszy, że sam byłem do niej podobny. - Nie nadużywaj mojego imienia. - dodała, nieco poważniej.
- Dopiero zaczynam, Pani Szlachetna Hailey. - uśmiechnąłem się, po czym bez zastanowienia odwróciłem i odszedłem w przeciwną stronę.
Mówiąc ogólnie, swoje zadanie wykonałem, a sądząc po sprycie brązowowłosej dalej już sobie poradzi. Dotarła do Ośrodka bez niczyjej pomocy, więc by odszukać sypialnię mieszczącą się w sumie całkiem niedaleko od Sali Głównej, nie będzie potrzebowała zbyt wiele wysiłku. Postanowiłem, że sprawdzę, co słychać na treningu Łowców, a przy okazji popatrzeć jak Chris się męczy i troszeczkę go podenerwować. W końcu to zazwyczaj robię, a przynajmniej tak wszyscy mi mówią, nawet ci, których dopiero poznałem. Cóż, w pełni zgadzałem się z tą opinią, mimo iż trochę raniła moją dumę, to rzeczywistości nie zmienię. Przynajmniej jest zabawnie.
W oddali dostrzegłem grupkę ludzi celujących z pistoletów do manekinów stojących parę metrów dalej. Nietrudno było mi wypatrzeć z tej odległości Christopher'a, dlatego od razu po namierzeniu go ruszyłem w tamtym kierunku. Podszedłem go od tyłu, patrząc, jak w skupieniu celuje, a kiedy uznałem, że zaraz ma zamiar strzelać, położyłem rękę na jego ramieniu. Ten trochę się wystraszył i upuścił pistolet.
- Ujć... Niedobrze, wróg miałby z tobą łatwo, młody łowcze. - powiedziałem z ironią i udawanym przejęciem w głosie.
- Olivier, czy ty zawsze do cholery musisz mnie denerwować? - odburknął, ponownie celując do nieruchomego manekina. Prychnąłem pod nosem.
- Ranisz. Zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest być w skórze osoby, której cały czas powtarza się, że wszystkich denerwuje? Bo ja nie. - westchnąłem, wkładając ręce do kieszeni. Dostrzegłem uśmiech na twarzy czarnowłosego.
- Czasami sprawiasz też wrażenie tępego, ale chyba robisz to specjalnie. - odparł chłopak, celując w sam środek celu.
- Wow, nieźle, jak na Ciebie. A teraz zwijamy się stąd, mam ci coś do powiedzenia. - złapałem go za ramię i odciągnąłem w ustronne miejsce.
Hailey?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz