sobota, 15 kwietnia 2017

Od Hailey C.D. Olivier'a

Odpowiedziłam chłopakowi uśmiechem. Dziwny, denerwujący, chamski, ale z drugiej strony taki znajomy, jakbym patrzyła na moje męskie alter ego. Chwilę patrzyłam jak odchodzi, aby zaraz potem odwrócić się na pięcie i ruszyć w przeciwną stronę. Szłam bardzo powoli, starając się wszystko dokładnie zapamiętać i szybko utworzyć sobie w wyobraźni mapę tego miejsca. Co jak co, ale orientację w terenie to miałam doskonałą, w końcu przeżyłam w Nowym Jorku, a to jedna wielka plątanina dróg. Widziałam laboratorium, jednak tylko z daleka. W sumie to nawet za bardzo by mnie ono nie interesowało, znalazłam też coś w rodzaju stołówki. Jednak patrząc po różnorodności dań i miłej obsłudze, prędzej nazwałabym to dobrą restauracją. Jeśli jest jedzenie, to gdzieś muszą być ludzie, pewnie nawet blisko. Po kolejnych minutach powolnego spacerku dotarłam wreszcie do korytarza, z tytułem 'Część mieszkalna'. Doskonale. Ruszyłam korytarzem, w międzyczasie sprawdziłam numer przy kluczyku i zaczęłam rozglądać się za pokojem 34. Zatrzymałam się pod drzwiami i się rozejrzałam. Początek korytarza, jednak wyjścia nie było widać, ponieważ pokoje ustawiały się jakby półkolem. Interesująca architektura. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Automatycznie zapaliło się światło, zlustrowałam pomieszczenie. Było takie zimne, nowoczesne, bezduszne. Panował w nim idealny porządek. Naprzeciwko wejścia stało duże... bardzo duże, łóżko z małym stoliczkiem obok. Na lewo od wejścia stała szafa i inne meble, w których teoretycznie mam się upchnąć. Połowa będzie stać pusta. Prawa strona po biurko z lampką na nim i półkami na książki nad nim, szereg z takich półek obok, na różne ciekawe rzeczy, które zostawiłam w domu, drzwi do łazienki i fotel. Podeszłam do niego. Przy odrobinie szczęścia zmieszczę się w nim cała. Rzuciłam plecak na łóżko i usiadłam w nim. Wygodny, przytulny, idealny... Wstałam i dopiero wtedy zauważyłam, że łóżko stoi delikatnie na prawo od drzwi, obok których znajdował się bardzo interesujący ekran. Podeszłam do niego i miękko w niego stuknęłam. Ukazało mi się dość obszerne menu. Zajmę się tym kiedyś - pomyślałam. Obróciłam się. Cały pokój był utrzymany w spokojnych, kawowych brązach, jednak dość przygnębiających. Pomieszczenie wypełniał przyjemny, delikatny zapach cynamonu. Pomimo jego pustoty, której nie miałam czym uzupełnić, poczułam, że będę z czasem w stanie, nazwać to moim nowym domem. Wróciłam na chwilę do łóżka. Z plecaka wykopałam czarne tenisówki, aby wymienić na nie glany. Ten Olivier powiedział coś, że się stąd nie wychodzi. Może dla kogoś dłużej tutaj przebywającego, to jest męczące, jednak ja wiem, że poza tym ośrodkiem, nie mamy dokąd iść. Oni, zarażeni sa wszędzie, ludzie nas by nie zaakceptowali, porównywaliby do tamtych. A jeśli będę chciała wyjść, to się będą musieli tutaj namęczyć, żeby mnie zatrzymać. Związałam moje denerwujące włosy, złapałam za klucz i wyszłam na korytarz. W końcu zostało mi drugie pół ośrodka.
Tym razem ruszyłam w drugą stronę głównej sali, czyli tam, gdzie wcześniej poszedł chłopak, który mnie "oprowadzał". Ta część ośrodka, czyli bliżej wyjścia, już wyraźnie rysowała się w mojej głowie. Z drugiej strony nie byłam tego pewna, ponieważ wciąż wszystkie korytarze wydawały mi się podobne do siebie. Moje buty były niemal bezgłośne, przez co mogłam usłyszeć cichą rozmowę, w jednym z bocznych korytarzy. Przechodząc obok, tylko tam zerknęłam. Stało tam dwóch wysokich chłopaków, którzy umilkli, widząc intruza, czyli mnie. Mój wzrok przez najdłużej kilka sekund spoczął na nich i tyle wystarczyło. Wystarczyło aby napotkać ten wzrok, pewny siebie, niemal wyzywający. Olek. Ciekawe jakby go tak nazwać... z drugiej strony jak on zacznie zdrabniać bez mojej zgody moje imię, będę musiała mu złamać nos. Nie zatrzymałam się i weszłam do najbliższej sali. Jak się okazało, była to sala treningowa. Większość z obecnych tam strzelała do manekinów. Była to pewnie część szkolenia, albo wszyscy tutaj to psychopaci. Odeszłam troszeczkę w głąb pomieszczenia, kiedy usłyszałam trzask drzwi, jednak nie odwróciłam się. Przyglądałam się strzelającym, a do mnie podszedł jakiś facet.
- Zgubiłaś się lalka? - zapytał po chwili stania obok. Odwróciłam się w jego stronę, był niewiele wyższy ode mnie, może kilka centymetrów. Niezbyt urodziwy, z pewnym siebie uśmieszkiem, typowym dla podrywaczy za dwa grosze. Posłałam mu nienawistne spojrzenie i strzeliłam po kolei wszystkimi kostkami u obu dłoni.
- A wyglądam jakbym się zgubiła?
- Mała... - chciał położyć mi rękę na ramieniu, jednak zręcznie ją złapałam i wykręciłam. Dobrze mieć starszych kumpli, którzy uczą cię tego, co najpotrzebniejsze.
- Mały to będzie dla mnie problem, żeby ci tą rączkę złamać - odparłam spokojnym, melodyjnym głosem.

Olivier?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz