piątek, 21 kwietnia 2017

Od Olivier'a - C.D Evelyn

     W czasie kiedy czekałem, aż dziewczyna w końcu wyjdzie z przebieralni, pozwoliłem sobie przemyśleć parę rzeczy. Między innymi fakt, dlaczego tak właściwie zrobiłem, to, co zrobiłem. Być może to było ze zwyczajnej nudy, a być może dlatego, że jestem po prostu stworzony do denerwowania innych ludzi, co dodatkowo sprawiało mi przyjemność. Jakby zastanowić się nad tym głębiej, to w sumie obydwie rzeczy były odpowiedzią na pytanie. Poza tym, będąc niewątpliwie przywódcą Buntowników moim zadaniem było ratować damy nie potrafiące się obronić przed napastnikiem, czyż nie?
- Długo będziesz jeszcze tak opierał się o tą ścianę? Bo jak widzisz, już się przebrałam. - bąknęła dziewczyna z niechęcią w głosie.
- Ależ jesteś zniechęcona. W taki sposób na pewno nie nauczysz się samoobrony. - wyszczerzyłem się sarkastycznie, rzucając w jej stronę podłużny kij służący do treningu. Złapała go w ostatnim momencie, dziwnie mierząc wzrokiem.
- Po co mi to?
- Jak to, po co? Trzeba od czegoś zacząć. Chyba, że taaak bardzo Ci się śpieszy, aby natknąć się na kolejnego porywacza.
- Czyli kolejny raz na Ciebie? Nie, dzięki. Mam ci ten kij wepchnąć w cztery litery? - burknęła z niezadowoleniem, przewracając oczyma.
- Nie, masz się bronić. - odparłem, delikatnie zirytowany zachowaniem dziewczyny. Wziąłem kij i stanąłem na przeciwko Evelyn, unosząc prawą brew.
- Wiesz w ogóle, co masz robić? - zapytałem, widząc jej postawę.
- Bronić się?
- Krótko mówiąc. Trzymaj go w ten sposób, i uważaj na palce. - powiedziałem, po czym stanąłem za czarnowłosą i pomogłem jej odpowiednio chwycić broń. Dziewczyna trochę się spięła, szczególnie, kiedy stanąłem naprzeciwko, gotów na 'krwawą' bitwę.
   Widząc jej delikatne zakłopotanie, zacząłem od łatwego do obronienia ataku, który odparła. Zacząłem obchodzić ją dookoła, chcąc zgubić jej czujność. Tym razem to Evelyn zaatakowała, lecz był to lekki i niepewny cios, który z łatwością obroniłem. Zaraz po tym to ja uderzyłem w jej nogi, czego zapewne się nie spodziewała, ale szybko odzyskała czujność. Pewnie stwierdziła, że to wcale nie takie trudne, na jakie wygląda. Zaatakowałem znów, tym razem w górę. Nasze kije dotknęły się, a ja przekręciłem go w taki sposób, abym stanął z brunetką twarzą w twarz. Dostrzegłem determinację w jej spojrzeniu, więc wykorzystując chwilę nieuwagi, podciąłem jej nogi, przez co ta upadła z dość głośnym hukiem, na szczęście na drewnianą podłogę.
     Spojrzałem na nią z góry, podając rękę. Z lekkim wahaniem ją chwyciła, po czym podciągnąłem ją delikatnie w górę, a dziewczyna przy tym szybko sięgnęła do mojej kieszeni, w której trzymałem klucz, jednak moja szybka reakcja sprawiła, że nadal miałem nad nią przewagę.
- Ze mną nie będzie tak łatwo. - wyszczerzyłem się, po czym skrzyżowałem ręce na piersi.
- Pff... Po prostu chcesz mnie tu przetrzymać i tyle. To wszystko jest niepotrzebne. Poza tym, przez ciebie boli mnie tyłek. Nie możesz po prostu dać mi tego klucza? - zapytała z niechęcią w oczach. Zaśmiałem się, odkładając obydwa kije na miejsce.
- Nudzi mi się, więc będziesz musiała znieść moje towarzystwo jeszcze przez chwilę.
- Jesteś okropny. - zmrużyła nienawistnie oczy, wystawiając język.
- A ty taka skromna, miła i uczynna, oczywiście. Jak już używamy ironii, to z rozmachem, nieprawdaż? - wzruszyłem ramionami.
- Dlaczego jesteś tak irytujący? Co ci zrobiłam?
- Eehm... - chrząknąłem cicho, zaczynając wyliczać na palcach. - Uderzyłaś mnie gaśnicą, wielokrotnie uraziłaś moją łatwą do zniszczenia dumę, groziłaś mi, próbowałaś uderzyć, kopnęłaś mnie... Mam wyliczać dalej? - uśmiechnąłem się szelmowsko, przekręcając głowę. Widać było, że wkurzyłem ją jeszcze bardziej.

Evelyn? Sorki, że musiałaś tak długo czekać, ale obowiązki, szkoła, problemy, treningi, zajęcia dodatkowe i zawody, a to wszystko w ciągu jednego tygodnia .-.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz