piątek, 14 kwietnia 2017

Od Olivier'a - C.D Hailey

- Po odpowiedź na pytanie, które zadaję sobie od lat... kim jestem. - usłyszałem lekko zażenowany głos brunetki. Pod jej niewinnym wyglądem, na który od razu zwróciłem uwagę, krył się niezły charakterek, co również było widać na pierwszy rzut oka. Jej włosy były lekko rozwiane przez wiatr, a policzki delikatnie zarumienione od zimna. Przez ostatnią wypowiedź dziewczyny byłem nią lekko zaintrygowany. Rzadko kiedy ktoś z zewnątrz docierał do Instytutu, do tego z własnej woli. Ona wydawała się być zaciekawiona tym wszystkim, ale skutecznie maskowała swoją ciekawość pod warstwą nieprzyjemności.
- Olivier, przedstaw jej Instytut i wytłumacz wszystko, co powinna wiedzieć. Odtąd będzie pod twoją opieką, jasne? - Robert posłał mi podejrzliwe spojrzenie. Za kogo, do cholery, on mnie uważał? Za niańkę czy za nieodpowiedzialnego bachora? Bo w tych dwóch zdaniach naruszył parę cech mojego charakteru, przez które gotowe byłem zapomnieć o jego stanowisku.
- Tak. - odparłem sucho, bez zbędnych nieprzyjemności, po czym zaczekałem, aż strażnicy i Robert odejdą, a po tym pociągnąłem brązowowłosą za nadgarstek w stronę Sali Głównej.
- Auć! To boli! Puść mnie, do cholery! - warknęła dziewczyna, wyrywając się. Puściłem ją dopiero, kiedy zniknęliśmy z pola widzenia. Widocznie zdenerwowana, zaczęła rozmasowywać nadgarstek, po czym posłała mi zawistne spojrzenie.
- Słuchaj. Pierwsze, co musisz wiedzieć to to, że jest to dosyć brutalne pole walki, mimo poglądów i plotek. Nie chcę nieprzyjemności, dlatego najlepiej byłoby, gdybyś po prostu się mnie słuchała, jasne? - mówiąc to, pochyliłem się lekko nad nią, gdyż, mimo tego, że i tak była wysoka, nadal niższa ode mnie. Nie lubiłem zbytnio się rozkruszać nad małymi rzeczami.
- Bo co, pobijesz mnie? Poskarżysz swojemu szefowi? - skrzyżowała ręce na piersi, patrząc mi wyzywająco w oczy.
- Okej, zacznę inaczej. Powiesz chociaż jak się nazywasz, bo zdaje się, że ty znasz już moje imię. - odparłem wyraźnie poirytowany, z zabójczą miną.
- Brzmisz jakby to było przesłuchanie. Hailey. - burknęła z niechęcią. - Tyle ci wystarczy. Chcę wiedzieć, co się tu właściwie dzieje, i dlaczego jestem inna od reszty, więc uniknijmy uprzejmości, bo to ostatnie, czego się po mnie możesz spodziewać. - powiedziała brunetka, unosząc prawą brew.
- W tym miejscu nie jesteś inna, wręcz przeciwnie. Wszyscy jesteśmy tacy, jak ty. Właśnie po to powstało to miejsce. Żeby przygotować takich jak my, do walki ze złem, czyli w tym przypadku zarażonych złym wirusem. Nasz przypadek nazywa się dobrym wirusem, bo posiadanie dodatkowej siły, zwinności i inteligencji, oraz, co najważniejsze, skrzydeł, nie jest czymś złym, prawda? - mówiąc to, nieco złagodniałem, po czym z ulga wypuściłem powietrze z płuc.
- Więc szkolą nas do pokonania wirusa, żeby ludzkość znowu mogła być wolna. Dość logiczne. - stwierdziła Hailey.
- Szybko łapiesz, dość niespodziewane. - uniosłem prawą brew, z wyraźnym zainteresowaniem.
- To miał być komplement? Coś chyba nie wyszło. - odparła z rozbawieniem, po raz kolejny rzucając mi wyzywające spojrzenie. Cóż, dwa dominujące charaktery to nic dobrego.
- Sama oceń. Nie jestem na tyle płytki, by podrywać dziewczyny przy pierwszym spotkaniu. - wzruszyłem ramionami, po czym odwróciłem się na pięcie i odszedłem parę kroków. - Idziesz, czy będziesz tu tak stać? - zapytałem, nadal odwrócony.

Hailey?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz