- Chętnie powtórzę - zaśmiałam się.
- Jesteś niemożliwa - jego dłoń nadal ściskała moją rękę tuż nad nadgarstkiem.
- Jeszcze nie znasz moich możliwości - próbowałam się wywinąć, jego uścisk był jakby ze stali.
- Lubię wyzwania.
- Ja też - wyszczerzyłam się, aby po chwili skrzywić. - Z czego ty jesteś zrobiony?
- Zdania są podzielone.
- Dobrze, to jeśli nie chcesz mnie puścić, to chociaż chodźmy - odparłam. Kiwnął głową i pociągnął mnie w stronę drzwi. Musiałam się nieźle wysilić, żeby dorównać mu kroku, pomimo że byłam niewiele niższa od niego. Doszliśmy do klatki schodowej, która zresztą znajdowała się bardzo blisko sali treningowej. Oparłam się jednym ramieniem o ścianę, w tym czasie Olivier męczył się z kluczami. Podobno te schody prowadziły wyłącznie na dach, nigdzie indziej.
- Daj to - odparłam wyciągając rękę, niechętnie oddał mi brzęczący pęk.
- Proszę bardzo, próbuj - przejrzałam klucze, ene due... ten. Wzięłam jeden z nich w dłoń, wsadziłam do zamka i przekręciłam. - Głupi ma zawsze szczęście.
- Nie da się zaprzeczyć, skoro mnie spotkałeś - wybuchnęłam krótkim śmiechem. Otworzył drzwi.
- Panie przodem - spojrzałam do pomieszczenia. Nie podoba mi się to.
- Ile tu jest schodów? - zapytałam, nie ruszając się z miejsca.
- Nie chcesz widzieć - złapał mnie za ramię i zręcznie wpechnął na klatkę. - Musisz iść pierwsza, żebym cię mógł złapać, jeśli zaczniesz spadać.
- Przyznaj, że chcesz się po prostu pogapić.
- Jakby było na co - odparł z tym jego uśmieszkiem.
- Nawzajem, Oluś - przez jego twarz jak błyskawica przeleciał cień wściekłości. Słaby punkt? Na razie nie będę tego sprawdzać, ale zapamiętam sobie. - Nie pień się, chodź.
Odwróciłam się i ruszyłam schodami. Chłopak przez jakiś czas, coś mruczał, warczał, komentował, ale w końcu usłyszałam jego szybko zbliżające się kroki, które złapały mój rytm, kiedy tylko znalazły się centralnie za mną.
- Nie lubię schodów - powiedziałam po jakimś czasie. Zakręciło mi się w głowie, oparłam się o ścianę.
- Wszystko okey?
- A co, normalnie opierał się otumaniona o ścianę?
- Znam cię zbyt krótko, żeby to wiedzieć - mruknął.
Miałam dosyć tej wycieczki, kiedy wreszcie dotarliśmy na dach. Tym razem chłopak od razu oddał mi klucze, a ja nie miałam aż tak wielkiego szczęścia, jak wcześniej. Z dobrą minutę szukałam właściwego. Olivier z cynicznym uśmieszkiem przyglądał się moim próbom. Nie powiem, dźwięk otwierającego się zamka, przyniósł mi ulgę. Tym razem on wyszedł pierwszy, niemalże wybiegł, jakby potrzebował powietrza. Nie wyszłam za nim. Dopiero teraz do mnie dotarło, jak długo wchodziliśmy, jak wysoko to musi być.
- Zgubiłaś się tam? - zaśmiał się. Wzięłam głęboki wdech. Hailey, strach należy pokonywać. Delikatnie pchnęłam drzwi i nie zbyt pewnym krokiem wyszłam na dach. Od razu uderzył we mnie silny wiatr, który zagarnął mi włosy na twarz. Obejmowałam się ramionami i czułam, że jeśli się puszczę, to mogę dostać nieoczekiwanego ataku strachu, albo wręcz paniki, więc tylko machnęłam głową tak, aby podmuch powietrza sam zgarnął mi włosy do tyłu. Wtedy to odsłonił mi się obraz, ale nie chciałam patrzeć poza dach, więc wzrokiem szybko odszukałam chłopaka, który namówił mnie na to szaleństwo. Nasze spojrzenia się zetknęły. Owszem, nasz pan buntownik gapił się na mnie dziwnym wzrokiem, jakby chciał mnie przewiercić na wylot, zrozumieć. Niestety to niemożliwe. Ja zawsze mogę zachować się sprzecznie, jak to przyznał wujek.
- Co? - zapytałam w końcu.
- Nic - odparł, a dopiero po dłużej chwili dodał: - To kiedy mnie zepchniesz?
- Tym razem ci odpuszczę - odparłam, podchodząc kilka kroków. Staraj zachowywać się normalnie.
- Tak wspaniałomyślnie? - podszedł pewnie do krawędzi dachu, od "przepaści" dzieliła bo tylko bardzo niska bariereczka, złożona z kilku linek i drążków co jakąś odległość. Wzdrygnęłam się, widząc to.
- Mógłbyś odejść od krawędzi?
- Dlaczego? - włożył ręce do kieszeni.
- Jeszcze możesz mi się do czegoś przydać.
- Czy ja wiem - zaczął się bujać, do przodu, do tyłu, do przodu, do...
- Proszę, odsuń się od barierki - zaczęłam robić się nerwowa.
- Boisz się, że skoczę?
- Nie... że spadniesz na moich oczach - odparłam. - Odsuń się.
- To tylko kilka pięter w dół - prychnął. Normalka, nie? Co za świr.
- Odsuń się - powtórzyłam twardo.
- A jakbym się wychylił? - zrobił to, stał już tylko na jednej nodze z rękoma rozłożonymi na boki, a ja w ciągu może dwóch sekund znalazłam się przy nim, złapałam go trochę ponad nadgarstkiem na tyle mocno, że wyczułam jego tętno. Po prostu wbiłam palce w przedramię chłopaka, a następnie pociągnęłam go w moją stronę, aby ponownie złapał równowagę. Jednak jak zwykle w chwili stresu, miałam za dużo siły, Olivier szarpnięty przeze mnie, nie tylko znalazł się obiema nogami spowrotem na twardej powierzchni, lecz znalazł się strasznie blisko mojej osoby.
- Jednak jesteś całkiem silna, wiesz? - spojrzał na mnie, dosłownie z góry.
- Ja... - urwałam. Cofnęłabym się, ale ratując tego psychola, musiałam zniszczyć moją bezpieczną obręcz i zaczynałam to odczuwać.
- Czy ty się boisz? - odwróciłam głowę, ale po chwili szybko zamknęłam oczy. Gapienie się w dal to nie najlepszy pomysł.
- Ja się niczego nie boję.
- Mam tam wrócić? - zapytał, nie musiałam na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że na jego twarzy widnieje ten uśmieszek.
- Nie - odparłam cicho.
- Czyli nie boisz się psycholi, nawet takich jak ja, a wysokości już nie zniesiesz? - nie odpowiedziałam. - Okey, jest tutaj ogród, tam nie widać krawędzi, chodź - ominął mnie, a ja dopiero wtedy poczułam jakie ciepło od niego biło. Męczyła mnie chęć otworzenia oczu... może nie spadnę albo nie dostanę ataku paniki. Po sekundzie walki moim oczom ukazał się pierwszy taki widok w życiu. Ogromny las, kołyszące się korony drzew, ciągnące się aż po horyzont, który tonął w promieniach słońca. Nowy Jork musiało być widać z drugiej strony dachu, jednak nie byłam pewna, czy chcę to sprawdzać. - Ładny widok - odparł nieoczekiwanie przy mojej głowie, a ja aż podskoczyłam. - Niczego się nie boję, tak?
- Oprócz wysokości i psycholi na wysokości - warknęłam, ale kiedy tylko się oddalił, uśmiechnęłam się. - Ale co to by było za życie, bez takich świrów jak my?
Olivier?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz