wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Hailey C.D. Oliviera

Idę skoczyć... Te słowa zapaliły czerwoną lampeczką w mojej głowie. Zwykle nie kalkulowałam, czy to żart, po prostu przerywałam to. Chłopak podniósł się i odwrócił, ale zanim zdążył zrobić krok, wskoczyłam mu na plecy, przez co się z hukiem przewrócił, a ja z nim. Nie to złe określenie... na niego. Wydał z siebie niemal niesłyszalny jęk, po czym podniósł się na dłoniach i przeturlał się na mnie, po czym zręcznie się odwrócił aby być twarzą do mnie, rękoma złapał mnie za przeguby i przyszpilił do ziemi.
- Co to było?!
- Akcja ratunkowa w akcie desperacji - wyszczerzyłam się. Z całej siły pchnęłam do z jednej strony, przeturlaliśmy się, tym razem on leżał. Wygodnie usadowiłam się tuż nad jego biodrami. - A więc... Olivierze jakiś tam, bo nazwiska mi nie podałeś, czy uczynisz mnie ten zaszczyt i przestaniesz strugać z siebie wariata, który chce zginąć w najgorszy dla mnie możliwy sposób? - po tych słowach, złapałam go za koszulkę, tuż przy szyi. - Jeszcze raz mi to zrobisz i będę musiała ci wydłubać te cholernie cudowne oczy i pozbawić cię szansy na dotarcie do tej jebanej krawędzi, jasne?!
- Mam cudowne oczy?
- Wpadka natury przy tworzeniu cię o władco ciemności - puściłam jego koszulkę.
- A tak poza, to nie za wygodnie ci?
- Czy ja wiem... kościsty jesteś - skrzywiłam się.
- I kto tu czego chce? - uniósł brew. Położyłam dłonie po bokach jego głowy i się schyliłam.
- Ja tylko błagam o wybaczenie - szepnęłam.
- Tak? - odparł też szeptem.
- Mhm, ale cicho, ty nic nie wiesz.
- Okey - ledwo powstrzymywał śmiech.
- Ej Olivier.
- Co? - burknął. Huśtawki nastrojów czy jak?
- Nie skacz. Nie warto. Tylko sobie coś łamiesz.
- Skąd taki wniosek? - odwróciłam głowę, w tym momencie widok wysokości i koron drzew, ciągnących się ku horyzontowi, mi nie przeszkadzał.
- Z doświadczenia.
- Jak to? - podniósł się i odparł na łokciach, jednak nie zrzucił mnie z siebie.
- Normalnie. Przed Brooklynem, mieszkaliśmy w Paryżu. Do naszego domu dostał się zarażony, było ich więcej i więcej. Miałam przeskoczyć na dach sąsiedniego budynku. Od zawsze bałam się wysokości... no i wtedy słuszność tego strachu się potwierdziła - spojrzałam mu w oczy. - A czy ty wiesz, jak to jest mieć złamaną nogę w trzech miejscach?
- Nie - odparł.
- To dobrze, bo to nic ciekawego. Więc nie skacz aniołeczku, bo sobie daleko nie polatasz - dziwnie się na mnie patrzył, ze smutkiem. - Nie patrz się tak, bo naprawdę coś ci zrobię.
- Co? - wyszczerzył się.
- Wytnę oczy, wrzucę do szklanki i postawię sobie przy łóżku.
- Twarda sztuka z ciebie.
- I to mówi chłopak o metalowym uścisku? Proszę cię, kajdanki są wygodniejsze!
- Skąd to wiesz? - zaciekawił się.
- Ja? Znikąd...
- Haile...
- No okey, może z raz zgarnęli mnie do domu, jak się pałętałam po mieście nocą... I nie dasz rady wytłumaczyć, że doskonale wiesz, gdzie jesteś - skrzyżowałam ręce na piersi.

Olivier?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz