środa, 28 czerwca 2017

Reaktywacja

Jak pewnie mogliście zauważyć, blog przez pewien czas był nieaktywny.
Spowodowane było to tym, iż aktywność spadła praktycznie do zera, a mi powoli zaczynało brakować czasu. 
Jeżeli chodzi o ''nowszą'' wersję bloga, zostało wprowadzonych dużo zmian.
Największymi z nich była zmiana szablonu, a także częściowa zmiana fabuły bloga, a może raczej skompletowanie jej i dodanie paru elementów.
Jako iż historia została zmieniona, wcześniejsze opowiadania zostają, jednak nic nie wnoszą do obecnej fabuły, a postacie odradzają się od nowa.
Na początek radzę zapoznać się z nową fabułą i odświeżyć sobie zasady.
Mam nadzieję, że ta wersja bloga będzie aktywna jednak trochę dłużej, i życzę wam miłego pisania oraz zdobycia nowych doświadczeń!

Poprzednia administratorka postanowiła odejść, a więc powitajmy również nową administratorkę - Cairenne.

//Właścicielka
Iza889

piątek, 21 kwietnia 2017

Od Olivier'a - C.D Evelyn

     W czasie kiedy czekałem, aż dziewczyna w końcu wyjdzie z przebieralni, pozwoliłem sobie przemyśleć parę rzeczy. Między innymi fakt, dlaczego tak właściwie zrobiłem, to, co zrobiłem. Być może to było ze zwyczajnej nudy, a być może dlatego, że jestem po prostu stworzony do denerwowania innych ludzi, co dodatkowo sprawiało mi przyjemność. Jakby zastanowić się nad tym głębiej, to w sumie obydwie rzeczy były odpowiedzią na pytanie. Poza tym, będąc niewątpliwie przywódcą Buntowników moim zadaniem było ratować damy nie potrafiące się obronić przed napastnikiem, czyż nie?
- Długo będziesz jeszcze tak opierał się o tą ścianę? Bo jak widzisz, już się przebrałam. - bąknęła dziewczyna z niechęcią w głosie.
- Ależ jesteś zniechęcona. W taki sposób na pewno nie nauczysz się samoobrony. - wyszczerzyłem się sarkastycznie, rzucając w jej stronę podłużny kij służący do treningu. Złapała go w ostatnim momencie, dziwnie mierząc wzrokiem.
- Po co mi to?
- Jak to, po co? Trzeba od czegoś zacząć. Chyba, że taaak bardzo Ci się śpieszy, aby natknąć się na kolejnego porywacza.
- Czyli kolejny raz na Ciebie? Nie, dzięki. Mam ci ten kij wepchnąć w cztery litery? - burknęła z niezadowoleniem, przewracając oczyma.
- Nie, masz się bronić. - odparłem, delikatnie zirytowany zachowaniem dziewczyny. Wziąłem kij i stanąłem na przeciwko Evelyn, unosząc prawą brew.
- Wiesz w ogóle, co masz robić? - zapytałem, widząc jej postawę.
- Bronić się?
- Krótko mówiąc. Trzymaj go w ten sposób, i uważaj na palce. - powiedziałem, po czym stanąłem za czarnowłosą i pomogłem jej odpowiednio chwycić broń. Dziewczyna trochę się spięła, szczególnie, kiedy stanąłem naprzeciwko, gotów na 'krwawą' bitwę.
   Widząc jej delikatne zakłopotanie, zacząłem od łatwego do obronienia ataku, który odparła. Zacząłem obchodzić ją dookoła, chcąc zgubić jej czujność. Tym razem to Evelyn zaatakowała, lecz był to lekki i niepewny cios, który z łatwością obroniłem. Zaraz po tym to ja uderzyłem w jej nogi, czego zapewne się nie spodziewała, ale szybko odzyskała czujność. Pewnie stwierdziła, że to wcale nie takie trudne, na jakie wygląda. Zaatakowałem znów, tym razem w górę. Nasze kije dotknęły się, a ja przekręciłem go w taki sposób, abym stanął z brunetką twarzą w twarz. Dostrzegłem determinację w jej spojrzeniu, więc wykorzystując chwilę nieuwagi, podciąłem jej nogi, przez co ta upadła z dość głośnym hukiem, na szczęście na drewnianą podłogę.
     Spojrzałem na nią z góry, podając rękę. Z lekkim wahaniem ją chwyciła, po czym podciągnąłem ją delikatnie w górę, a dziewczyna przy tym szybko sięgnęła do mojej kieszeni, w której trzymałem klucz, jednak moja szybka reakcja sprawiła, że nadal miałem nad nią przewagę.
- Ze mną nie będzie tak łatwo. - wyszczerzyłem się, po czym skrzyżowałem ręce na piersi.
- Pff... Po prostu chcesz mnie tu przetrzymać i tyle. To wszystko jest niepotrzebne. Poza tym, przez ciebie boli mnie tyłek. Nie możesz po prostu dać mi tego klucza? - zapytała z niechęcią w oczach. Zaśmiałem się, odkładając obydwa kije na miejsce.
- Nudzi mi się, więc będziesz musiała znieść moje towarzystwo jeszcze przez chwilę.
- Jesteś okropny. - zmrużyła nienawistnie oczy, wystawiając język.
- A ty taka skromna, miła i uczynna, oczywiście. Jak już używamy ironii, to z rozmachem, nieprawdaż? - wzruszyłem ramionami.
- Dlaczego jesteś tak irytujący? Co ci zrobiłam?
- Eehm... - chrząknąłem cicho, zaczynając wyliczać na palcach. - Uderzyłaś mnie gaśnicą, wielokrotnie uraziłaś moją łatwą do zniszczenia dumę, groziłaś mi, próbowałaś uderzyć, kopnęłaś mnie... Mam wyliczać dalej? - uśmiechnąłem się szelmowsko, przekręcając głowę. Widać było, że wkurzyłem ją jeszcze bardziej.

Evelyn? Sorki, że musiałaś tak długo czekać, ale obowiązki, szkoła, problemy, treningi, zajęcia dodatkowe i zawody, a to wszystko w ciągu jednego tygodnia .-.

środa, 19 kwietnia 2017

Od Camryn C.D Chris'a

Opuściłam pomieszczenie, na pożegnanie trzaskając drzwiami. Po holu rozniósł się głośny huk, gdy drzwi powróciły na swoje miejsce. Lewa powieka oka drgała, a ja sama zaczęłam chodzić to w prawo to w lewo. Podejrzenia Anne sprawdziły się, mam arytmię serca, tak zwane kołatanie serca. Nic groźnego, jeśli będę słuchała zaleceń lekarza.  Jednak muszę zrezygnować z tak wielkiej liczby treningów, jakie sobie funduję. Irytujące.
Wpadłam do swojego lokum w powolnym tempie. Przebrałam się w wygodniejsze rzeczy, które zazwyczaj noszę na treningi. Ręcznik zarzuciłam na ramię, a bidon z wodą chwyciłam w dłoń. Przemierzając korytarze instytutu, piorunowałam ludzi wzrokiem,  których mijałam. Dziwnie na mnie spoglądali, gdy miałam na sobie kaptur od bluzy, która nie miała rękawów. Bez przeszkód doszłam do mojego celu. Moje rzeczy porzuciłam w kącie pomieszczenia.
Zaczęłam od zwykłego rozciągania i przebiegnięciu kilku kółek wokół pomieszczenia. Jakie szczęście, że nie miałam towarzystwa obcych ludzi. Wolałam mieć spokój, gdy odbywałam swój codzienny trening. Zawiązałam bandaże na rękach, by zaraz potem zacząć gimnastykę. W skłonie oparłam ręce na powierzchni parkietu Sali, szukając odpowiedniego podparcia. Westchnęłam cicho. Łapiąc odpowiednie podparcie dla ciała, wybiłam się nogami, przenosząc cały ciężar na ręce. Już po chwili stałam na rękach. Nogi miałam złączone cały czas, a ręce drżały mi niemiłosiernie. Jednak nie miałam za dobrze jeszcze rozbudowanych mięśni ramion. Oddychając spokojnie, rozłączyłam nogi. Powoli zabierałam jedną rękę tak, by znajdowała się wzdłuż ciała. Jednak coś nie wyszło…
Drzwi do pomieszczenia otworzyły się z hukiem. Wzdrygnęłam się. Po sali rozniósł się mój urwany pisk zaskoczenia i uderzenie ciała o parkiet. Zaliczyłam piękną glebę na podłogę. 
W miarę szybko usiadłam, rozprostowując obolałe ciało. Kaptur bluzy zasłonił mi widok. Mruczałam ciche przekleństwa pod nosem. Zsunęłam kaptur, by spojrzeć na osobnika, który wparował do pomieszczenia jak do obory. 
- Co tak ostro? – zapytałam, podnosząc się do pionu. 
Zdziwiony mężczyzna przyglądał mi się. Ja jego twarzy malowało się lekkie zdziwienie. Biedak nie wiedział jak zareagować. 
- Mam z niemową do czynienia? – zaśmiałam się.
Poprawiając bandaże, podeszłam do worka treningowego. Czas wyładować całą frustrację. 
- Umiem mówić. – zdziwiona spojrzałam się na niego z rozbawieniem. 
- A myślałam, że niemowa jesteś. – zaśmiałam się pod nosem, wymierzając pierwszy cios. – Wybacz, jeśli uraziłam. 

< Chris? >


Od Chrisa C.D Camryn

Dziewczyna wyrwała mi broń i wycelowała w łeb sarny. Pociągnęła za spust i zwierzę było matwe.
-Nienawidzę patrzeć, jak niewinne zwierzę cierpi.
Przez chwilę patrzyłem na nią w milczeniu.
-Co tu robisz?
-Mogłabym zadać ci to samo pytanie
-Odpowiedziała natychmiastowo.
-Ah tak?-powiedziałem krzyżując ręce- Jestem tu z laboratorium, ponieważ wiele zwierząt jest zarażone poważnym wirusem, od którego ludzie zaczęli chorować. Miałem załatwić zwierzę, by przeprowadzono na nim eksperymenty i znaleziono antidotum.
-Ah... niewiedziałam-popatrzyła z wyrzutem na sarnę.
-Nieszkodzi-powiedziałem i wyjąłem nóż myśliwski- i tak postąpiłaś szlachetnie, umierało by od rany postrzałowej w nodze.
Nożem wyciąłem w skórze coś na wzór kwadratu i spakowałem bo do małego, szczelnego woreczka.
-A ty, co tutaj robisz? Na zewnątrz jest niebezpiecznie, szczególnie nocą.
-Musiałam odetchnąć, zaczerpnąć świerzego powietrza. Dam robię radę, nie mam trzech lat-rzuciła zirytowana
- Ten kawałek wystarczy, jestem pewien. -wzrokiem popatrzyłem na worek.
-Zostawisz ją tutaj? - powiedziała bezemocjonalnie
-W sumie, i tak jest martwa. Wilki będą miały co jeść. Powinniśmy już iść, uwierz - wilki to nic przyjemnego.
Na niebie wisiał srebrny, niczym koralik księżyc z mnóstwem gwiazd niechlujnie porozrzucanymi na niebie. Las spał, a wiatr lekko kołysał gałęziami drzew i krzewów.
Lekki śpiew niósł chuk sowy, oraz innych nocnych ptaków. Świerszcze i świetlki dały we znaki i dodawały nastroju temu pięknemu miejscu. Gdy dotarliśmy przed drzwiami instytutu nasze drogi się rozeszły.
Postanowiłem oddać próbkę do laboratorium, więc wszedłem do swojego pokoju i położyłem ją na elektrodzie, który wysyła przedmioty za metodą cząsteczek. Wybrałem w które miejsce ma być przetransportowana. Przedmiot natychmiastowo zaczął rozszczepiać się na małe, niebieskie cząsteczki aż znikł. Po wysłaniu położyłem się na łóżku. Już wiedziałem, że nie zasnę tej nocy. Spoglądałem na biały sufit mojego pokoju. Nie było nic bardziej interesującego. A tym momęcie przypomniałem sobie, że nie zapytałem jak się nazywa dziewczyna, którą spotkałem. Było w niej coś... innego, czego nie potrafiłem określić.
"Pewnie się starzeje"-pomyślałem.
Zamknąłem oczy i pogrążyłem się w otchłani czerni.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Hailey C.D. Oliviera

Idę skoczyć... Te słowa zapaliły czerwoną lampeczką w mojej głowie. Zwykle nie kalkulowałam, czy to żart, po prostu przerywałam to. Chłopak podniósł się i odwrócił, ale zanim zdążył zrobić krok, wskoczyłam mu na plecy, przez co się z hukiem przewrócił, a ja z nim. Nie to złe określenie... na niego. Wydał z siebie niemal niesłyszalny jęk, po czym podniósł się na dłoniach i przeturlał się na mnie, po czym zręcznie się odwrócił aby być twarzą do mnie, rękoma złapał mnie za przeguby i przyszpilił do ziemi.
- Co to było?!
- Akcja ratunkowa w akcie desperacji - wyszczerzyłam się. Z całej siły pchnęłam do z jednej strony, przeturlaliśmy się, tym razem on leżał. Wygodnie usadowiłam się tuż nad jego biodrami. - A więc... Olivierze jakiś tam, bo nazwiska mi nie podałeś, czy uczynisz mnie ten zaszczyt i przestaniesz strugać z siebie wariata, który chce zginąć w najgorszy dla mnie możliwy sposób? - po tych słowach, złapałam go za koszulkę, tuż przy szyi. - Jeszcze raz mi to zrobisz i będę musiała ci wydłubać te cholernie cudowne oczy i pozbawić cię szansy na dotarcie do tej jebanej krawędzi, jasne?!
- Mam cudowne oczy?
- Wpadka natury przy tworzeniu cię o władco ciemności - puściłam jego koszulkę.
- A tak poza, to nie za wygodnie ci?
- Czy ja wiem... kościsty jesteś - skrzywiłam się.
- I kto tu czego chce? - uniósł brew. Położyłam dłonie po bokach jego głowy i się schyliłam.
- Ja tylko błagam o wybaczenie - szepnęłam.
- Tak? - odparł też szeptem.
- Mhm, ale cicho, ty nic nie wiesz.
- Okey - ledwo powstrzymywał śmiech.
- Ej Olivier.
- Co? - burknął. Huśtawki nastrojów czy jak?
- Nie skacz. Nie warto. Tylko sobie coś łamiesz.
- Skąd taki wniosek? - odwróciłam głowę, w tym momencie widok wysokości i koron drzew, ciągnących się ku horyzontowi, mi nie przeszkadzał.
- Z doświadczenia.
- Jak to? - podniósł się i odparł na łokciach, jednak nie zrzucił mnie z siebie.
- Normalnie. Przed Brooklynem, mieszkaliśmy w Paryżu. Do naszego domu dostał się zarażony, było ich więcej i więcej. Miałam przeskoczyć na dach sąsiedniego budynku. Od zawsze bałam się wysokości... no i wtedy słuszność tego strachu się potwierdziła - spojrzałam mu w oczy. - A czy ty wiesz, jak to jest mieć złamaną nogę w trzech miejscach?
- Nie - odparł.
- To dobrze, bo to nic ciekawego. Więc nie skacz aniołeczku, bo sobie daleko nie polatasz - dziwnie się na mnie patrzył, ze smutkiem. - Nie patrz się tak, bo naprawdę coś ci zrobię.
- Co? - wyszczerzył się.
- Wytnę oczy, wrzucę do szklanki i postawię sobie przy łóżku.
- Twarda sztuka z ciebie.
- I to mówi chłopak o metalowym uścisku? Proszę cię, kajdanki są wygodniejsze!
- Skąd to wiesz? - zaciekawił się.
- Ja? Znikąd...
- Haile...
- No okey, może z raz zgarnęli mnie do domu, jak się pałętałam po mieście nocą... I nie dasz rady wytłumaczyć, że doskonale wiesz, gdzie jesteś - skrzyżowałam ręce na piersi.

Olivier?

Od Olivier'a - C.D Hailey

- Raczej nudne. W sumie i tak w tym Ośrodku nic się nie dzieje. Oprócz Ciebie i psychola, który cię dusił. - odparłem, siadając na rogu, nadal wpatrzony w nieziemski widok. Brunetka usiadła obok mnie, po czym szturchnęła mnie łokciem z impetem.
- Dzięki za porównanie do psychola. - burknęła dziewczyna, przewracając oczyma.
- Przecież wiesz, że zawsze jestem pomocny. Czy ja kiedykolwiek ci nie pomogłem? - zapytałem, udając zszokowanego.
- Nie licząc tego, że znam cię od jakichś paru godzin, to tak, nie pomogłeś mi znaleźć mojego pokoju. - powiedziała Hailey, wzruszając ramionami.
- Pff... Przynajmniej dałem ci klucze. - oburzyłem się, krzyżując ręce na piersi.
- Jakiś ty hojny... - żachnęła się, udając zaskoczoną. Momentalnie klęknąłem przed nią i złożyłem ręce, robiąc słodką minę.
- Proszę, wybacz mi za moje grzechy! - krzyknąłem teatralnie, udając załamanie.
- Ach... Nie wiem, czy będę w stanie, Olivierze! - brunetka podchwyciła aluzję, kładąc zewnętrzną część dłoni na głowie i przekręcając głowę lekko w bok. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, ale w sumie to całe przedstawienie wydawało się być niezłe.
- Hailey, jesteś moim światłem w tunelu, och, wybacz mi! - dalej grałem, w pewnym momencie ujmując jej dłoń.
- No dobrze, skoro nalegasz... - spojrzała na mnie niezwykle poważnym wzrokiem. Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie w milczeniu.
- To jest ta scena, w której się całujemy. - powiedziałem szeptem.
- Chciałbyś. - uniosła prawą brew, po czym wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem, a zaraz za mną dziewczyna.
- Teraz to ty mnie uraziłaś. Błagaj o przebaczenie. - uniosłem prawą brew, unosząc głowę w górę z triumfem.
- Teraz to żartujesz? Bo wyglądasz cholernie poważnie.
- Ja i żarty? Za kogo ty mnie uważasz? Za jakiegoś wrednego gówniarza, który z wszystkiego żartuje? Pff... Idę skoczyć. - burknąłem, wstając ze swojego miejsca.

Hailey? Sorki, że krótsze, ale chcę zobaczyć reakcję Hailey na tą informacje xDD

Od Camryn C.D Chris'a

 Muzyka płynęła przez słuchawki. Całkowicie odcięłam się od świata zewnętrznego,  gapiąc się na nieskażony niedoskonałościami, biały sufit przychodni. Lewa noga, która była zgięta, tupała w rytm muzyki, odbijając się od miękkiej powierzchni ławki na poczekalni. Pracownicy medyczni przechodząc obok mnie, posyłali mi nieprzychylne spojrzenia. Od czasu do czasu odprowadzałam ich wrogim, obojętnym spojrzeniem. Mieli prawo mnie pouczać i patrzeć na mnie krzywo, gdyż zachowałam się niekulturalnie. Ale trudno. Takie życie. Każdy by poszedł w moje ślady, gdy kazaliby mu siedzieć dwie godziny i czekać na głupie wyniki badań.
Z błogiego spokoju wyrwało mnie natrętne pukanie w ramię. Leniwie zwróciłam wzrok na osobę, której cień na mnie padał. Westchnęłam cicho, spoglądając na kobietę po czterdziestce.
Ruchem dłoni wskazała mi drzwi, prowadzące do gabinetu. Wyciągnęłam z uszu słuchawki, wstając do pozycji pionowej.
- Koledzy z pracy skarżą się na ciebie. – zaśmiała się ciepło.
Słysząc jej śmiech, na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Miła z niej kobieta.
- Irytujący ludzie tu pracują. – mruknęłam pod nosem.
Szłam za nią do gabinetu, rozprostowując zdrętwiałe mięśnie ramion. Będąc w środku usiadłam na kozetce, machając nogami jak mała dziewczynka. Nawyk z czasów, gdy byłam małym, nieznośnym bachorem. Dobre czasy.
- I co wyczytałaś z tych badań, hm?
- Moje podejrzenia chyba się sprawdzają… - mruknęła, przeglądając stosik kartek, które wertowała. Z westchnieniem odłożyła je na biurku, po czym przetarła oczy.
- Czyli? – zapytałam.
Podeszłam do biurka, opierając się o nie rękoma. Wbiłam w nią wzrok, oczekując na wyrok.
- Powtórzmy jeszcze raz… - mruknęła, powracając do wyników. – Miewasz uczucie szybkiego lub nierównomiernego bicia serca. Czasem też czujesz ból w klatce piersiowej i osłabienie…
- Tak, do czego zmierzasz?
- Masz prawdopodobnie arytmie, moja droga.
Zatkało mnie. Głos uwiązł mi w gardle. Że co mam?! Przecież zawsze byłam zdrowa i nie miewałam problemów ze zdrowiem. No tak, czasem trafiały się przeziębienia i inne choróbska, ale choroba serca?
- Spokojnie. Jeszcze zrobimy ci kilka badań, a do tego czasu, zmniejsz swoje treningi.
- Niech będzie.
Przez resztę dnia, opierdzielałam się jak nigdy. Odechciało mi się wszystkiego. Ja i choroby serca? Bez przesady. Popijając kawę i stojąc przy oknie, podziwiałam zachód słońca. Zbliżała się noc. Moja ulubiona pora dnia. Odłożyłam kubek na szafkę nocną, by zaraz zacząć się ubierać. Nigdy nie lubiłam siedzieć bezczynnie, a nocne spacery zawsze uwielbiałam. Wychodząc z pokoju, schowałam broń za pasek spodni. 
Już od jakiegoś czasu śledziłam poczynania pewnego osobnika, który polował na sarnę. Czuł moją obecność od pewnego  czasu, gdyż często tracił czujność na zwierzynie, która miała być jego ofiarą. Byłam jak jego cień, oddalona o kilka metrów od niego, by mnie nie zauważył. Moje czarne ubrania, bardzo pomagały mi w ukrywaniu się. Wdrapałam się po cichu na drzewo. Z gałęzi podziwiałam jego poczynania, nie tracąc go z oczu. Wzdrygnęłam się lekko, słychać dźwięk strzału. Sarna padła, dziwnie uginając tylną nogę. 
Zeskoczyłam z drzewa. Jednak lądowanie nie wyszło mi za dobrze, gdyż upadłam z plaskiem na ziemię. Mruknęłam zirytowana  podnosząc się z ziemi. Poczułam ból w pewnym partiach mojego ciała. Tym samym zwróciłam na siebie wzrok obcego człeka. Bacznie mnie obserwował, podnosząc jedną brew do góry. 
- Na co się gapisz, hm? – mruknęłam, otrzepując się z resztek ściółki leśnej. – Nie widziałeś nigdy ludzi, którzy spadają z drzew?
Nie uzyskałam żadnej odpowiedzi. Jedyne co zrobił, to spiorunował mnie wzrokiem. Chłodno i z obojętnością wbiłam w niego wzrok. A wiec to tak? Moją uwagę przykuł szelest. Spojrzałam kątem oka w tamtą stronę, gdzie leżała cierpiąca sarna. Ponownie przeniosłam na niego wzrok, gdzie zauważyłam odbezpieczoną broń. Westchnęłam cicho. Nim ten zdążył zareagować, wyszarpnęłam z jego dłoni broń. Wymierzyłam i strzeliłam w zwierzę, by zakończyć jego cierpienie. Skierowałam lufę w dół, unosząc dłoń w jego stronę.
- Nienawidzę patrzeć, jak niewinne zwierze cierpi.

< Chris? >